 |
|
Spotkasz pewnego dnia kogoś, kto całkiem odmieni Twoje życie. Odnowi Twoją wiarę w ludzi, we własne siły, poczucie wewnętrznej siły. Wyciągnie Cie z tego bagna w którym zatapiałeś się od dłuższego już czasu i poprowadzi nową drogą. Co ważniejsze - będzie szedł zaraz obok Ciebie.
|
|
 |
|
Uśmiech to taka krzywizna która prostuje wiele spraw.
|
|
 |
|
lubię budzić się przy tobie i na dzień dobry zostać obsypaną całusami,
lubię kiedy każesz mi zakładać na siebie twoją koszulę wisły bo uwielbiasz mnie w niej, l
ubię oglądać twoją wykrzywioną minę w czasie kiedy pijesz herbate zrobioną przeze mnie,
lubię jak siedzimy na łóżku i rozczesujesz moje splątane z rana włosy. po prostu lubię jak jesteś, kochanie.
|
|
 |
|
-Obudz sie Skarbie-usłyszała cichy szept otulający jej nagą szyję.Uśmiechnęła się otwierając po woli oczy.Ujrzała twarz,z którą chciała przeżyć wszystkie chwile swego życia.Poczuła Jego wargi na swoich-już 9-szepnął między pocałunkiem na co ona poderwała sie z łóżka łapiąc pierwszą lepszą koszulę chłopaka nakłądając ją na nagie ciało-Musisz juz iść,zaraz wrócą rodzice-wiem-podszedł całując ją długo i namiętnie po czym wrzucił resztę swoich rzeczy do plecaka i ruszył w kierunku drzwi-Zatrzymaj ją.Uwielbiam Cię w niej-rzucił szybko wskazując na koszulę i wyszedł pozostawiając ją samą w pustym mieszkaniu.Usiadła na łóżku wwąchując się w zapach koszuli.Uśmiech nie znikał z jej twarzy.Zakochała się po raz pierwszy w życiu wierząc,że tak będzie już zawsze.Jednak jej miłość z każdą chwilą malała,każdy jego uśmeich nie wywoływał w niej szczęścia lecz smutek,a Jego dotyk nie koił jej bólu jak do tej pory.Nie kochała go.Pomyliła miłość z zauroczeniem wtedy,gdy on kochał coraz bardziej.|| pozorna
|
|
 |
|
` Owinęłam się w wieczny sen jak w kokon i powoli zwinęłam się w kłębek w jego ciepłych bezpiecznych ściankach przyłożyłam drżącą dłoń do krwawiącej piersi próbując uspokoić rozszalały oddech zaciskałam powieki gniotłam skórę obejmując ramionami kolana. Czasem Biała Pani zaglądała do kołyski jednak tylko po to by mroźnym pocałunkiem dostarczyć mi odrobinę zatrutego tlenu. Podtrzymać mnie w stanie pół omdlenia. Podsycać to spopielone już palenisko. Senna i słaba. Taką mnie hodowała. A gwiazdy patrzyły nieufnie na jej zgrabne palce na jej szatę na twarz.
Jak wydzierała mi
delikatnie chora duszę
z pomiędzy krat ciała.
Księżyc bezczelnie
podglądał
jak dławiłam się kocem utkanym z koszmarów.
Noc
zakrywała
to wszystko
po końcówki drętwych palców.
|
|
 |
|
` Pozdrawiam wszystkich chłopaków, którzy zdobyli się na odwagę i powiedzieli dziewczynie co tak na prawdę do niej czują..
|
|
 |
|
` W Tańcu nie liczą się słowa, myśli.. liczysz się tylko Ty i Twoje ruchy.. ♥
|
|
 |
|
` jaki poniedziałek taki cały tydzień? No to wielkie dzięki, ja wysiadam..
|
|
 |
|
` Pomiędzy zdecydowanym TAK, a definitywnym NIE leży jeszcze dające nadzieję MOŻE.
|
|
|
|