 |
|
leżę na podłodze i zastanawiam się jak nazwać to, co teraz czuję .
|
|
 |
|
nie angażowałabym się tak gdybyś powiedział ,że jestem tylko wyjściem awaryjnym. serio, trzeba było tylko powiedzieć. /slowemnieogarniesz
|
|
 |
|
Teoretycznie nie tęsknie, o praktyce nie mówmy. / zozolandia
|
|
 |
|
chciałabym, żebyś przestał być nim. obcym dla mnie człowiekiem, którego nie mogę nawet przytulić.
|
|
 |
|
w sercu każdego z nas jest mały odpływ ściekowy. kiedy nazbiera się w nim dostatecznie dużo brudu, spływa między kraty, dając nam tym samym ulgę. ale sęk w tym, aby pozwolić sercu na pozbycie się szamba. sęk w tym, aby pogodzić się z nieodwracalnym rozkładem naszych uczuć.
|
|
 |
|
wiedziałam, że jego uczucie jest szczere, kiedy w pierwszej kolejności podarował mi rękaw swojej ulubionej koszuli, aby wymazała go tuszem, kiedy zanosiłam się płaczem, a później prymitywnie wylał na swoje krocze kubek zimnej już kawy, żeby dosadnie udowodnić mi, że jestem ważniejsza od jego ulubionych ubrań i czasu jaki zmarnuje na ich pranie.
|
|
 |
|
miłość zaczyna się wtedy, gdy wybuchniesz przy nim płaczem, a on zamiast zacząć wycierać Twoje łzy, wybuchnie razem z Tobą, wiedząc że dotarło do Was to samo. świadomość synchronizowanego bicia Waszych serc.
|
|
 |
|
najbardziej bolą nasze rozstania, kiedy wiem, że czas się pożegnać, ale zwyczajnie nie potrafię. rzucam się na Ciebie, oplatając nogami i całując po karku proszę, żebyś został chociaż pół godziny dłużej. szlocham Ci w ramię przez świadomość tego jak bardzo boli tęsknota. jak bardzo nienawidzę obserwować parującego kakao ze świadomością, że nie mogę zrobić drugiego kubka dla Ciebie. płaczę, a Ty tylko prosisz, naprzemiennie obdarowując mnie pocałunkami, żebym przestała. - nie wyjdę dopóki nie przestaniesz maleńka. - tak? - odpowiadam, wybuchając jeszcze bardziej spazmatycznym płaczem z nadzieją, że dotrzymasz obietnicy.
|
|
 |
|
- wyszeptałeś. momentalnie po moim chłodnym policzku spłynęła łza. ale była to łza szczęścia. byłam szczęśliwa ,że Cię mam.że jesteśmy tu gdzie jesteśmy. - ja Ciebie też. - odpowiedziałam. /cz2./slowemnieogarniesz
|
|
 |
|
pamiętam ten dzień. promienie słońca przebijały się przez największe gałęzie drzew.powietrze było mroźne.nic dziwnego w końcu to środek zimy.lekki wiatr był przyczynom moich ciarek przechodzących przez całe ciało.siedziałam na owej ławce,było piętnaście po szóstej.nie mogłam spać. jedyną myślą byłeś Ty.siedząc na ławce nie przestawałeś chodzić mi po głowie.w końcu to była nasza ławka. i równy rok.365 dni temu poznaliśmy się na tej ławce. ja siedząc dokładnie piętnaście po szóstej w tym samym miejscu. Ty spacerujący z psem. robiłeś zdjęcia pamiętam to. podszedłeś do mnie. zapytałeś czy możesz zrobić mi zdjęcie. podnosząc głowę, spojrzawszy w twoje oczy zakochałam się. wyglądałam wtedy strasznie.końcówki włosów były sztywne od mrozu. oczy podpuchnięte. w końcu nie spałam od paru dni. gdy zaprzeczyłam. błagalnym głosem powiedziałeś ,że wyglądam ślicznie. i wtedy wszystkie wspomnienia z przed roku prysły. poczułam czyjąś głowę na swoim ramieniu. - kocham cię malutka./cz1/slowemnieogarniesz
|
|
|
|