 |
nawet gdybym chciał, nie potrafiłbym przestać kochać. ale ja nie chce, bo miłość ożywia me serce, nawet gdy łamie się w pół. / shit.life
|
|
 |
cholera ! naprawdę pragnąłem, by była tą jedyną. teraz pytam Boga, dlaczego nam nie wyszło ? / shit.life
|
|
 |
mógłbym powiedzieć, że chcę zapomnieć Ciebie i wszystkich wspomnień wspólnych chwil, Twój uśmiech i Twoje oczy. ale nie. co by to zmieniło ? cofnęłoby czas, od tak ? a może mógłbym wtedy wybrać sobie inny los, inną drogę ? kto wie, jak byłoby bez Ciebie, bez nas, bez tego wszystkiego.. te chwile to najcenniejsze co miałem, z pewnością najważniejsze i najpiękniejsze co dotychczas mnie spotkało. los postawił na nas, przeznaczenie wygrało. i co mam poradzić, co mam zrobić, by było dobrze? już nic nie zmienię, NIC. jedyne co mogę sobie zarzucić, to to, że pozwoliłem byś zbliżyła się do mnie tak bardzo, pozwoliłem Ci zawładnąć sobą i namieszać w moim życiu, że zaufałem i wybaczyłem każdą zdradę, każdy błąd. nie będę Ciebie obwiniał, wina leży po obu stronach, a zależy mi na Twoim szczęściu. tak, zależy mi na szczęściu swojego szczęścia, swojego życia. bo czym byłoby życie z sensem w świecie pustki i zagłady przeszłości ? /shit.life
|
|
 |
związałaś me serce starannie kolczastym drutem uczuć. na oczach założyłaś klapki , bym był zaślepiony miłością do Ciebie. całowałaś namiętnie mą szyję, bym zadłużał się i pragnął Cię jeszcze bardziej. udawałaś szczęśliwą, bo dawałem radość - lecz nie, nie szczęście. tuliłaś się we mnie, bo biło ode mnie miłością, a tego Ci brakowało. odeszłaś, bo dostałaś to, czego chciałaś. wybawiłaś się, poznałaś mnie.. chciałaś wiedzieć jak to jest poczuć się kochaną, a gdy już znudziło Ci się to, wróciłaś do życia codziennych zabaw i imprez. dobry plan i doskonale dobrana strategia, szkoda tylko, że za nic masz lata razem, przeżycia, zżycie, a przede wszystkim to, jak się czuję. /shit.life
|
|
 |
nawet gdyby, to Twój powrót nie sprawi, że wszystko będzie pięknie. zawsze w sercu tliłby się ten lęk, że któregoś dnia znów Ciebie zabraknie, znów będę musiał przeżywać to wszystko na nowo, a myślę, że już po raz drugi bym tego nie zniósł. chcę byś wróciła, to oczywiste, lecz nie chcę być ciężarem dla Twej duszy, więc jeżeli wybrałaś inną drogę do szczęścia, którym nie byłem w stanie Cię obdarzyć - dziś próbuje to zrozumieć i pogodzić się z tym. więc żyj, bylebyś była szczęśliwa i uśmiechnięta, bo ze świadomością Twego uśmiechu w tym całym bagnie, choć nie jest On dzięki mnie i nie dla mnie, wciąż żyje i istnieje, choć nie ma to najmniejszego sensu. kocham Cię ,kurwa i chcę dla Ciebie jak najlepiej, lecz wiedz, że wciąż pilnuje Ciebie, choćby na odległość, która dziś nas dzieli. codziennie dowiaduje się o Twoich nowych wybrykach, zmianach i nowościach, bo chcę byś wciąż żyła we mnie, choć nie robisz tego dla mnie. / shit.life
|
|
 |
1. waliłem mocno w drzwi, echo odbijało się o ściany klatki. wreszcie otworzył ' stary, co jest ? pojebało Cię ? ' - ' zbieraj się i nie pierdol !' odparłem stanowczo pewnym tonem głosu, wbijając się do niego do domu szybkim krokiem. wiedział ,że coś jest nie tak, nim się obejrzałem był w miarę ogarnięty, bieg wydarzeń opowiedziałem mu schodząc na dół do samochodu. jechaliśmy do szpitala, w którym był nasz kumpel. nie mogliśmy uwierzyć w to, co widzimy, w jakim jest stanie. rozmawialiśmy z lekarzami, którzy ze zrezygnowaniem w oczach mówili, że jest bardzo źle. nim się dowiedzieliśmy czemu się tam znalazł, obdzwoniliśmy znajomych, by dowiedzieć się, w którym clubie zrobił taki burdel i kto skopał mu dupę. to był On - typ z widzenia, na którego zawsze patrzyłem z góry. skopał go jednego z 5 innymi kolegami. ' gra nie fair ? ok, to tak się bawimy '. / shit.life
|
|
 |
2. przez wiele dni szukaliśmy go na dzielnicy i doszukiwaliśmy się to nowych wskazówek o jego kolegach, dzięki którym nasz ' brat ' jest w ciężkim stanie. każdego z kolejna oklepaliśmy na dobre, choć nawet to nie było w stanie zastąpić nam tą satysfakcją bólu jego cierpienia. po kilku tygodniach wracał do zdrowia, każdego dnia odwiedzaliśmy go i pomagaliśmy powstać. dziś z każdym problemem dzwoni do mnie wiedząc ,że może o każdej porze i w każdej chwili. wiele zawdzięczamy sobie nawzajem, dużo przeżyliśmy razem, a za siebie jesteśmy w stanie wskoczyć w ogień. / shit.life
|
|
 |
1. pamiętam ten dzień, jakby było to wczoraj. miała białą sukienkę do kostek w czerwone kwiaty, piękne, czarne włosy do bioder, rozpuszczone i w nieładzie. wiatr powiewał je na lewo i na prawo, robiąc to nowe kołtuny. lubiłem ją taką naturalną, biło od niej prawdziwym pięknem, poza nią nie widziałem świata, przecież była najpiękniejszym jego cudem, nie potrzebowałem niczego innego. poszliśmy do ' naszego ' miejsca, w którym tak chętnie spędzaliśmy wspólnie czas, nie pacząc na świat dookoła, liczyliśmy się dla siebie tylko my. zero zmartwień, problemów, złych myśli, niemiłych wspomnień z przeszłości. jedynie swoboda, wolność, miłość unosząca się na wietrze jak i jej zapach, którym zaciągałem się głęboko w płuca i wpajałem się nią uzależniając coraz bardziej. pamiętam, siedliśmy pod pięknym drzewem wśród ozłoconych i zielonych liści. jej uśmiech rozgrzewał mnie niczym słońce w pięknym lecie, jej dotyk uwalniał mą duszę z komnaty zagubienia i bezradności.. / shit.life
|
|
 |
2. a dziś to tylko wspomnienie wijące się w mojej głowie, aż sam nie wierzę w rzeczywistość, wolę żyć przeszłością, a nie pustką, które zapełnia moje serce. a pomyśleć, że kiedyś znajdowała się w nim jedynie ona. dziewczyna w długich, czarnych jak kruk włosach, zielonych jak trawa oczach, pięknym i promienistym uśmiechem, zaróżowionymi policzkami, ramionami, w których znajdował się cały mój świat, i dłońmi którymi ogrzewała moje ciało. pomyśleć, że kiedyś karmiła mnie kłamstwami, które wypełniały moją nadzieję, duszę, wierząc na słowo w każde zdanie. co jak co, ale miłość może i jest ślepa, ale jaka prawdziwa, jaka trwała i jaka pięknie cierpiąca. / shit.life
|
|
 |
tak intensywnie wczuwam się w myśl, oszukując siebie samego, że siedzisz teraz ze mną, przy kominku, na fotelu obok, ogrzewając swoje zamarznięte stopy po długiej zabawie na śniegu za oknem, na górce, na której rzucaliśmy się śnieżkami i ocieraliśmy śniegiem nasze twarze do różowości i mokrych od łez oczu i śmiejesz się ciesząc beztrosko spędzonym dniem . tak intensywnie wczuwam się w ciszę tego wieczoru, by usłyszeć Twój głos niesiony z kuchni, wykrzykujący takowe ' kochanie, mleko z kakaem czy kakao z mlekiem ? ' - choć nigdy nie wiedziałem o co Ci z tym chodzi a Ty za każdym razem tłumaczyłaś mi od początku, jak dziecku, które nie umie zawiązać sznurówek z taką cierpliwością i szczęściem w oczach, gładząc przy tym zimnymi dłońmi mój policzek. / shit.life
|
|
 |
w jej oczach gubiłem swą dusze, w jej ramionach zapominałem o świecie, patrząc na nią nic nie było ważniejsze. ona cala stanowi moje życie, a ono odeszło razem z nią, bez jakichkolwiek zastanowień i bez żadnego zawahania. to tak jakby zabrała ze sobą większą część mnie, trudno jest mi się uśmiechać z radością, a o szczęściu.. zapomniałem jak to jest cieszyć się szczęściem, czuć się szczęśliwym i potrzebnym. / shit.life
|
|
 |
byłaś największym spełnieniem mych najskrytszych marzeń, dziś jesteś najwspanialszym i najboleśniejszym wspomnieniem, jesteś snem, w którym wciąż jesteśmy razem. / shit.life
|
|
|
|