 |
|
-tyle razy ci mówiłam, maksymalnie 2 piwa i o 22 w domu! -kurwa, znowu mi się pojebało.
|
|
 |
|
- mam dla Ciebie propozycje nie do odrzucenia - jaką? - spierdalaj
|
|
 |
|
Miłość to najcenniejszy dar jaki jesteśmy w stanie przyjąć. Nie jest ona jednak gwarancją na szczęście.Nikt nie wie ile potrwa ten stan euforii.Ale nie wiemy też co czeka nas za skrzyżowaniem,budką z lodami,naszym domem.Wszędzie jesteśmy narażeni na niebezpieczeństwo.W naszym życiu nie ma też niż pewnego.Dlatego jej nie trzeba się bać.Zakładać,że w kieszeni chowa otwarty nóż.Zaufać komuś to jak powierzyć mu własne życie.Zasnąć przy nim wiedząc,że pod osłona nocy jego ramiona będą najlepszym schronieniem.Poznać miłość to jak poznać dogłębnie samego siebie.Nie zdajemy nawet sobie sprawy ile jesteśmy w stanie poświęcić dla ukochanej osoby. I na co nas stać by ochronić ja przed całym złem tego świata/hoyden
|
|
 |
|
Ten świat ranił mnie jak nigdy dotąd.Gdziekolwiek bym się nie ruszyła dostawałam wspomnieniami po twarzy.Tam na tej ławce siedziałam właśnie z nim,w tej kwiaciarni kupował mi kwiaty,na tym drzewie wyrył nasze inicjały. Wszędzie natykałam się na duchy przeszłości. Najgorsze jednak było to,że je nie wiedziałam czy chcę o nim zapomnieć.Oczywiście mogłam poddać się temu całemu okresowi zapominania.Tylko,że ja chyba nie chciałam,żeby ktoś zabrał mi jedyną rzecz jaka mi pozostała po nim.Tych wspomnień i snów ,w których nadal byłam z nim cholernie szczęśliwa.Może to była słabość.Może byłam zbyt słaba,ale na pewno nie byłam głupia. Bo to trzymało mnie przy życiu.Pomagało przetrwać jakoś ten cholernie pusty dzień.Bałam się umierania z miłości.Bałam się takiego życia całkowicie bez niego/hoyden
|
|
 |
|
Uwielbiam delikatną pieszczotę Twojego oddechu łaskoczącego mnie za uchem.
|
|
 |
|
tylko on potrafił patrzeć na nią w sposób nieuchwytny, który przeszywał ją na wskroś. był projektantem jej snów i wynalazcą uśmiechu. fanatykiem jej kruchości. a kiedy jego serce przestało bić, własne również była zmuszona zatrzymać. przecież nie mogła pozostać niewielbiona. jej serce nie było w stanie bić bez narzucenia rytmu przez swojego partnera, zamieszkującego w jego klatce piersiowej.
|
|
 |
|
gdybym mogła zaczęłabym zabierać ze sobą koc. ale przecież nie raz, w środku zimy wtulałam się i bez niego w Twoje nagie ciało. teraz też podołam. wystarczy odsunięcie paru zniczy, zrobienie trochę miejsca. po paru chwilach moje ciało przyzwyczaja się do zimnego marmuru. wtulam się w niego i wcale nie jest tak ciężko. może jestem zahartowana. a może po prostu staram się być dzielną, wedle mojej obietnicy którą Ci złożyłam. tej ostatniej.
|
|
 |
|
zrozpaczona, końcem rękawa ocierała krew z jego twarzy, trzymając go na drżących kolanach. - już jadą, zaraz będą, patrz na mnie. - krzyczała chwiejącym głosem. - kocham Cię. - wyszpetał, zdaję się ostatkiem sił. - cicho, nic nie mów, oszczędzaj siły. - szeptała, przykładając usta do jego zakrwawionego do cna czoła. zabrany już do karetki, ona skrupulatnie trzymała go za rękę, przełykając łzy, próbując się uśmiechać, żeby nie okazywać mu swojej niemocy, która pożerała każdy z calów jej wnętrza. - musi Pan wstrzymać oddech na parenaście sekund, prosimy się nie odzywać. - powiedział rozdrażniony ratownik. nabrał powietrza i zaczął oddychać szybko, chociaż niezwykle płytko, sprzeciwiając się rozkazowi. - co Pan u diabła?! to samobójstwo! - kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię. - zaczął krzyczeć wniebogłosy, nabierając co raz głębszych oddechów. - proszę natychmiast przestać! - zawsze będę. - powiedział, nieusilnie rozluźniając dłoń, którą zaciskał koniuszki jej palców. - straciliśmy go.
|
|
 |
|
nie zdajesz sobie sprawy, że brak drugiej osoby może doprowadzić Cię do takiego stanu, że jeszcze za życia zaczniesz sobie kopać grób.
|
|
 |
|
- a obiecujesz zrobić dla mnie wszystko? - doszczętnie wszystko. jeżeli będzie trzeba to i tęczę namaluję Ci ołówkiem.
|
|
 |
|
a gdybym musiała Ci to wytłumaczyć jak małemu dziecku w obawie, że inaczej nie zrozumiesz to wytłumaczyłabym Ci to nawet na przykładzie kanapki z szynką. pan chlebek i pani szynka. bardzo się kochają. wiedzą, że nie przetrwają długo, mimo tego łączą się w ich przypadku - za pomocą masła, nawet jeżeli mają spędzić ze sobą niezdolna mniej niż minutę. ryzykują. bądź odważni jak kanapka, zaryzykujmy, a w zastaw masła wykorzystajmy miłość.
|
|
 |
|
czasami warto przecierpieć. popłakać, zedrzeć świeżo malowany tynk, zniszczyć do nicości swoje płuca od nikotynowego dymu. czas to nauczyciel. ból to korepetytor. a wynagrodzenie tej, czasem długotrwałej nauki, udowadnia, że warto. warto nawet tynku w najbardziej ulubionym kolorze.
|
|
|
|