 |
|
Bum, prosto w plecy, koniec marzeń
Pourywane ręce, nierozpoznawalne twarze
Chcesz?
Pokażę ci śmierć
|
|
 |
|
Nieba kres, kurwa co Ty wiesz o bólu?
|
|
 |
|
nie odpowiadam, nie moge mowic przez lzy...
|
|
 |
|
Stoję sam na sam z życiem i muszę coś zniszczyć
|
|
 |
|
Wziąłbym łyka i o nic nie pytał
Pocałowałbym cię w usta, by poczuć smak życia
|
|
 |
|
Może zadzwoniłbym do ciebie z budki
Mówiąc, że zależy mi na tobie i jestem smutny
|
|
 |
|
Rozbieraj mnie powoli, ze wstydu, uprzedzen, doswiadczen. Do samej milosci. Aż Bog wstrzyma oddech
|
|
 |
|
trwa przetarg na szczęście
wielu wymięka wpada w letarg najczęściej / Wlodi
|
|
 |
|
i, zaufaj że szczęście
rozpierdala mi serce, i kiedy na szare
mury tu kładę palce, mówie dzięki, bo nie
byłoby mnie tu, gdybym wychował się w mydlanej bańce,
może to tylko miejski syf,
ale uczynił nas tymi, którymi jesteśmy dziś
|
|
 |
|
niektórzy lecą
za wysoko, bo jeżeli masz zjebać życie, to po co to? /VNM
|
|
 |
|
Ja będę tam stać, płonąć i patrzeć na świat
Ze mną mój Bóg, moja wiara, całe miasta
Chociaż kłamstwem nas karmią, wiemy jaka jest prawda
Nawet z betonu czasem róża wyrasta
|
|
 |
|
Tutaj, gdzie upaść łatwo, choć progi nie wysokie
Jedyne co daje światło, to blask plazm zza okien
|
|
|
|