 |
|
chodź ze mną zaproszę cię na lody waniliowe, dobre słodycze są obok w sklepie już gotowe
|
|
 |
|
nie ma życia bez walki jak nie ma czerni bez bieli
|
|
 |
|
na początku sierpnia jedziemy na domki, nasza ekipa i wg, jedziesz tez? - zapytałam kolegę. No jasne że jadę. a tak w ogóle to nara. - a Ty gdzie?? - no pakować się / olkin+kolega
|
|
 |
|
po czym poznać że ludzią na sobie zależy? Jako jeden z niewielu znosił jak wkładałam zimne ręcę za Twoją koszulke, jak brałam Jego bejsbolówke gdy padał deszcz a On stał w krótkim rękawku, jak robiłam mu malinki, chodź wiedziałam że nienawidzi tego, jak wtrącałam się w każde bójki które rozpoczynał, chodź Onzawsze chciał doprowadzić sprawe do końca, jak specjalnie brałam go za rękę by pokazać jednej typiarze że on jest mój, chodź wiem że nie lubiał związków na pokaz, jak dostał zakaz całkowity na dotykanie mnie. Zależało mu, bo mimo tego, że robiłam wszystko na opak by sprawdzić go, nigdy nie zaprotestował / olkin
|
|
 |
|
i nikt
już nie wierzy, że ktoś, coś tu zmieni
|
|
 |
|
no to zdrowie gospodarza, choć zniknął! wypijmy za młodość, za hip-hop
|
|
 |
|
przyjrzyj się miastu i poczuj jego chłód
tam gdzie beton oddycha resztką czarnych płuc
|
|
 |
|
trudno nie stracić nadziei, na to że będzie lepiej
|
|
 |
|
kilka tajemnic, które wezmą ze sobą do grobu, kilka nałogów, kilka milszych wspomnień bo cała reszta bardziej przypomina wojnę
|
|
 |
|
tutaj fakty są różne, a prawda jest płynna, jeden mówi jak jest, drugi mówi co usłyszał
|
|
 |
|
w miejscu gdzie miłość miesza się z nienawiścią
|
|
 |
|
czuję się bosko, łoskot na słuchawkach. rap nam płonie w wersach niczym pierdolona nafta
|
|
|
|