 |
Rzeczywistość jest jak wielki, czarny pies. Cicho skrada się i chce mnie zjeść.
|
|
 |
Pójdziemy ze sobą powoli obok, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo. Bez słowa i snu, w zachwycie nocą, a bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością.
|
|
 |
Otwórz oczy, zobacz sam. Przed nami mgła. Zamykam oczy. Nie chcę widzieć, nie chcę czuć. Czy to koniec już? To koniec już.
|
|
 |
Komputera szmer i ekranu blask, tu realny świat nie ma żadnych szans. Czy to dziki seks, czy to w piłkę gra, tutaj przecież ma dużo lepszy smak niż tam.
|
|
 |
Jeśli muszę i wybrać będę mógł, jak odejść, to przecież dobrze, dobrze o tym wiem chciałbym umrzeć przy tobie.
|
|
 |
Ja twardy lód zimnem głaszczę twoją dłoń. Ja tak prosto w twarz kłamię cię każdego dnia. Ale ty, ty mnie dobrze znasz, wszystko o mnie wiesz. Wiem wybaczysz mi, że wszystko przeze mnie.
|
|
 |
I znów mój duch połyka lęk. Jak martwy człowiek wchłaniam śmierć.
|
|
 |
I nagle skończy się to wszystko, w co wierzysz, co kochasz zasypie śnieg.
|
|
 |
I czując cię obok, opowiem o wszystkim, jak często się boję i czuję się nikim.
|
|
 |
Dzika wilgotna złość spływa na moją skroń. I rodzę się z nią
|
|
 |
Przy mym stole zasiadają ci, których strzec powinnam się i ze śmiechem odgaszają papierosy w mym deserze.
|
|
 |
Każda inny widzi cel, każda swoje sumienie ma, choć to dziwne, ja sumienia mam dwa.
|
|
|
|