 |
|
Pieprzona miłość zrujnowała mi życie. Bez żadnego powodu głośno stawiała kolejne kroki swoimi ciężkimi stopami i z obojętnością na mój ból zaczęła niszczyć narząd odpowiedzialny za wszelakie uniesienia miłosne. Nacinała kolejne otwory, krew prysła, nadzieja znikła. Serce umierało, przeżywałam katusze, w końcu przestało bić i nie miałam już nic. Nadszedł moment, w którym ciężkie powieki opadły, a ja zapadłam anielski, wieczny sen. Dusza wzniosła się nad niebiosa, szczęśliwie od cierpienia uwolniona na wieki.
|
|
 |
|
Gdy powiedziałeś, że to koniec poczułam się cholernie bezsilna. Do oczu zaczęły napływać łzy i jak rwąca rzeka wylałam je na moje pulchne policzki. Poczułam się jakby ktoś właśnie podszedł do mnie, wziął nóż, zrobił nim lekki ślad na lewej stronie klatki piersiowej i potem z całej siły wbił mi go w serce. Byłam uśmiercona w miłości. W świecie, gdzie nie było pierdolonego bólu, czy innych możliwych emocji nacechowanych negatywnością. Potem zakrwawioną bezczelnie zrzuciłeś mnie na ziemię z naszego świata- nie zważając w ogóle co stanie się na wskutek mojego upadku. Nie miałeś wyrzutów sumienia pieprzony zdrajco! Oszukałeś moje uczucia, moje serce, oszukałeś mnie całą. Obiecałeś mi kurwa, że nie zostawisz mnie nigdy i zaopiekujesz się mną w niebie po śmierci na wieczny kres. Jak mam teraz żyć, gdy Ty bez jakichkolwiek emocji pozbyłeś się mnie z NASZEGO ŚWIATA. Byłeś dla mnie cholernie ważny. A teraz umieram w nieposkromionych katuszach. Dziękuję Ci kurwa bardzo.
|
|
 |
|
Cierpienie trzyma mnie za rękę, bo podobno nieszczęścia chodzą parami. Trzyma bardzo mocno, nie pozwalając na to, bym wyrwała się z jej silnego uścisku. Nie chce dać mi poczucia szczęścia choć na moment, bo chce się ze mną najzwyczajniej zaprzyjaźnić. Nie chce mnie skazywać na co raz to więcej miłosnych katuszy. Wręcz twierdzi, że w jej towarzystwie- cierpienia samotności, będę czuła się najlepiej. Uważa też, że jestem naiwna- wierząc mężczyznom, że kochają mnie z całego serca i są w stanie poświęcić dla mnie kompletnie wszystko. A, gdy nasz spacer dobiega końca to zbliża się do mojego ucha i mówi szeptem: "Przestań się zakochiwać! Przecież to strata czasu. Tyle go marnujesz na niedojrzałe stworzenia, które nie są Ciebie warte. Pamiętaj- ja nigdy Cię nie opuszczę, możesz zawsze na mnie liczyć. Będę Cię wspierać zawsze, bo w tym miejscu- ze mną, jesteś skazana na wieczne cierpienie".
|
|
 |
|
Drży we mnie pewne uczucie niepewności i obawy sprzeczające się z naiwną nadzieją. Drzemie we mnie nieposkromione zwierzę, które chce posmakować wolności, chełpiąc się pełnią nieograniczonej swobody. Tkwi we mnie mały diabeł podsuwający mi najprzeróżniejsze pokusy warte ciężkiego grzechu. Czuje w sobie obecność anioła opiekującego się moim sercem, które jest już nasycone anielską cierpliwością i miłością, jaką je obdarzył. Pustka próbuje wkraść się maleńkimi krokami do mojego serca, tak cicho, tak niepozornie obezwładniając je w zupełnej całości. Moja duszyczka krzyczy tęsknotą, która odbija się echem w całej klatce piersiowej. Psychika choć nadszarpnięta, nadal spełnia swoją funkcje logicznego rozumowania i myślenia. Wszystkie ograny, ciało, dusza- tworzy mnie. Choć nie w pełni doskonałą, jednak tworzy ludzką istotę pragnącą zwyczajnego, człowieczego bytu.
|
|
 |
|
To ostatnia z opcji jaką trzymam w rękach. Wybiorę ją pomimo, że serce w pół pęka.
|
|
 |
|
- Dawid.. - czuje jej dotyk na ramieniu. Tym razem odtrącam ją sam.. nie chce jej bliskości, pomocy. Nie chce by była obok i litowała się nade mną. - Pola jest już za późno. - ledwo wymawiam te słowa widząc łzy w jej cudownych oczach, w których kiedyś ukryta była tak wielka miłość. Odchodzę.. nie odwracam się.. nie zatrzymuje się, a idę dalej przed siebie zaciskając mocniej pięści w kieszeniach. Spoglądam na telefon.. a na nim znów pojawia się jej imię - odrzucam.. czując się jakby ktoś wydzierał mi serce z klatki piersiowej nie pozwalając żyć dalej. Kolejna nieprzespana noc gdy patrzę w gwiazdy.. wiedząc, że Ona teraz także siedzi na parapecie w swoim pokoju i spogląda na nie.. szepcząc bym wrócił. | dearmad
|
|
 |
|
Znikło gdzieś we mnie uczucie niepewności, bo znów umieram we własnej samotności.
|
|
 |
|
Samotność zamieniła moje serce w skałę.
|
|
 |
|
Miłość jest wtedy kiedy chcesz go zabić, ale ciągle odkładasz to na jutro.
|
|
|
|