 |
|
Gdyby na wielkim świecie zabrakło uśmiechu dziecka, byłoby ciemno i mroczno, ciemniej i mroczniej niż podczas nocy bezgwiezdnej i bezksiężycowej – mimo wszystkich słońc, gwiazd i sztucznych reflektorów. Ten jeden mały uśmiech rozwidnia życie.
|
|
 |
|
Znaleść prawdziwą miłość, to jak trafić 6 w totka ;(
|
|
 |
|
Pośród gruzów szukam fundamentów odbuduje to co zawaliłem. :(
|
|
 |
|
Gratuluję temu, kto wymyślił scenariusz mojego życia. – Świetny dramat… ;(
|
|
 |
|
STOP! Ja wysiadam… Pociąg o nazwie życie zatrzymuje się i zamieniam go na pociąg o nazwie Śmierć…
|
|
 |
|
-A wiecie co mnie najbardziej rozśmiesza? -To, że próbując udowodnić, że jestem gorsza od Was, tylko udowadniacie, że jestem lepsza ;p !
|
|
 |
|
Potrafię mieć słabość dla ludzi, którzy mnie prawdziwą poznali, pokazali siebie, przy sobie zatrzymali. Potrafię zmienić zwykły czas w tą jedną chwilę, zatrzymać ją, zapomnieć o wszystkim. Potrafię wybaczyć, ale nie zapominam..
|
|
 |
|
Upita szczęściem, naćpana marzeniami.. Raz normalna, zawsze realna, mało kiedy idealna, zawsze szalona i zakręcona ;*
|
|
 |
|
Mam Tyle Ambitnych Planów, Lecz Ciągłe Myślenie O Tobie Nie Pozwala Mi Ich Zrealizować . =(
|
|
 |
|
Uśmiechasz się do mnie ze zdjęcia, na które teraz patrze. Stoisz obok mnie, oboje zastygliśmy w bezruchu na tej starej fotografii. Tylko tam będziemy naprawdę razem już na zawsze. / mr.filip
|
|
 |
|
[2] Powtarzałem każdego dnia jaką siłą musi się wykazać, zaś sam gdy zamykała po raz kolejny w tym tygodniu klamkę szpitalnych drzwi by przyjąć chemię, czułem jak ciepłe krople łez opadają na moje dłonie w tej mrocznej poczekalni przepełnionym jej zapachem. Odeszła. Nadszedł dzień gdy wszystko straciło sens, gdy niebo pokryło się szarością, nadszedł dzień gdy zamknęła oczy by już nigdy ich nie otworzyć. \ mr. filip
|
|
 |
|
[1]Odsłoniła twarz, promienie jesiennego słońca delikatnie muskały jej policzek. Stałem z boku wpatrzony w nieskazitelnie błękitne fale. Wszystko wydawało się takie kruche i niepewne gdy nie trzymałem jej w ramionach, gdy nie mogłem rozkoszować się jej zapachem. Były to pierwsze dni października, miesiąca pełnego zimna, dla nas nie ograniczającego się tylko do pogody. Tego dnia widziałem jak Eliza długo wpatrując się w horyzont żegna się z morzem, które dziś pełne jest mych łez. Mimo faktu,że był to dopiero początek chemioterapii jej organizm był już osłabiony. Jej serce przestało pracować dnia gdy dowiedziała się o chorobie, moje zresztą też, a może przede wszystkim. Później jak sama mówiła : to kwestia czasu, me ciało jest zbyt słabe bez serca by walczyć' Nie chciałem, nie wierzyłem w ani jedno jej słowo.
|
|
|
|