 |
|
umówiliśmy się na spotkanie nad naszym jeziorem. lubiliśmy tam chodzić, bo było to jedyne miejsce nad wodą w naszej okolicy. wiosenne poranki były wtedy jeszcze chłodne, unosiła się piękna, gęsta mgła i wszystko wkoło wydawało się, jakby przykryte było chmurami. usiadłam na pniu wyciętego drzewa, tego, którego słoje przypominały mi kształt serca. minęła godzina, słońce zdążyło już rozpędzić obłoki mgły, ptaki zaczęły budzić się do życia… a Ciebie nadal nie było. trwałam tak w zamyśleniu, w końcu kryształowe krople łez pokryły moją twarz. wysłałam do Ciebie chyba z milion wiadomości, lecz na żadną nie odpowiedziałeś. nie kocha mnie, myślałam, już mnie nie chce… i wtedy poczułam Twój ciepły oddech na mojej szyi. – przepraszam – szeptał – musiałem jechać do mojej babci, a rozładował mi się telefon. – powiedział, po czym wręczył mi ogromną, czerwoną różę. mimowolnie się uśmiechnęłam, bo takie róże rosną tylko w ogrodzie jego babci. cudowny, jednak mnie kocha.
|
|
 |
|
tylko z nim mogła patrzeć całą noc w gwiazdy, leżąc na kocu pośrodku jej ogrodu. nie przeszkadzało im zimno ziemi, wtuleni w siebie obserwowali rozświetloną księżycem przestrzeń. byli tacy szczęśliwi, kiedy jedno z nich zauważało spadającą gwiazdę, z podekscytowanym głosem mówili sobie nawzajem : ‘wiesz? moim jedynym marzeniem jest spojrzeć z Tobą w niebo za 60 lat.’
|
|
 |
|
`Ubierz się ciepło,bo mi zmarzniesz!;* `-przeczytałam treść smsa i mimowolnie zagościł mi uśmiech na twarzy.Wyjęłam wiec z głębi szafy zielony sweterek i włożyłam go na bluzkę, po czym wzięłam torebkę, klucze i wyszłam z mieszkania..Rzeczywiście było mi zimno..Mróz dawał się we znaki,lecz ja nie zwracałam na to uwagi.Po krótkiej chwili spędzonej wspólnie sweterek przesiąkł mi Jego zapachem...Mmm..Byłam szczęśliwa! Cholernie szczęśliwa! Lecz to moje szczęście trwało zbyt krótko..Nie dostaje już od niego smsów, nie mówi mi nawet 'cześć', a co dopiero bym ubrała sie ciepło..Zamknięta w pokoju wciąż siedzę i czekam na coś co nigdy sie nie wydarzy..Nie wrócą juz tamte dni..Nie wrócą już tamte noce..Nie wrócisz Ty do mnie..To koniec..
|
|
 |
|
Twojego odejścia boję się tak, jak dziecko boi się potworów z szafy - obie obawy są tak samo prawdziwe.
|
|
 |
|
Już nawet moja ulubiona kawa nie smakuje tak samo.. Ulubiony kolor lakieru nie wygląda tak fajnie na paznokciach jak kiedyś.. ulubiona melodia drażni me ucho,a koc nie jest już taki cieplutki i delikatny jak kiedyś.. Wszystko przemija..Rzeczy,które uwielbiałam kiedys teraz są mi obojętne..Nie mam wpływu na mijający czas, mija niczym przy uzyciu czarodziejskiej różdżki. Chcę zapomnieć..a jednak powstrzymuję sie nad wyrzuceniem go z głowy..Pragnę pamiętać.. Bo mimo obecnego stanu kiedys byłam dzięki niemu szczęśliwa..Krotko, ale byłam i za to mu dziękuje..
|
|
 |
|
- o czym teraz marzysz? – zapytał swoim grubym, pięknym głosem. uśmiechnęłam się. – marzę o kolacji przy świecach, w Paryżu… z Tobą. – chyba dam radę spełnić Twoje marzenie, jak sądzisz? – sądzę, że Cię kocham, wariacie – śmiejąc się, czule go pocałowałam. następnego dnia wchodząc do jego pokoju, ujrzałam dziesiątki zapalonych świec i rozłożone talerze. ze zdziwieniem podniosłam brew i spojrzałam w jego oczy. wziął mnie za rękę i kazał mi usiąść. po chwili przyniósł stos cudownie pachnących cynamonem naleśników. dopiero wtedy zauważyłam, że pośrodku stolika stała niewielka figurka wieży Eiffla. – jesteś niesamowity, wiesz? – powiedziałam, a on w milczeniu pocałował mnie w czoło.
|
|
|
|