 |
|
Coraz częściej pojawiasz się w moich myślach. Coraz bardziej dociera do mnie jak nieludzki ból Ci zadałam. Coraz więcej łez spływa po moich policzkach i coraz mocniej żałuję, bo dzisiaj wiem jedno - tylko Ty byłeś osobą, która naprawdę mnie kochała.
|
|
 |
|
Powiedz mi szczerze co oferuje nam jutro? Wypełnioną wodą szklankę, czy też jak nicość pustą?
|
|
 |
|
Morze strat, ciężkich grzechów i żalu straconego jutra. Stąd droga donikąd jest prosta i krótka.
|
|
 |
|
Teraz nawet ideał ma już swoje wady, bo jest tak idealny, że aż do przesady.
|
|
 |
|
Postać wspomnień z przeszłości, zgromadzonych w nas na stałe. Jest torturą, jest cierpieniem darowaną nam za karę.
|
|
 |
|
Wyimaginowany świat, idealny w naszych sercach. Rzeczywistość jest okrutna i codzienność to potwierdza.
|
|
 |
|
Każdy dzień tu witam gorzkim płaczem, a nie śmiechem, bo puste obietnice odbijają się echem.
|
|
 |
|
Nic nie jest pewne i będzie szybko przemijać. Nienawiść będzie ranić, a miłość nas zabijać.
|
|
 |
|
Jestem jego złamanym sercem, jestem jego 9 paczką papierosów w tym tygodniu, jestem bólem w głowie i nagłym szarpnięciem gdzieś w okolicach żołądka, jestem jego krzykiem, jego strachem, chorobą, połówką pitą do lustra, udawaniem, że nic, a nic nie boli, jestem jego słabością i szaleństwem, jestem każdą z tych rzeczy, które go przerażają, ale jestem wszystkim, jestem dla niego tym samym czym on jest dla mnie.
|
|
 |
|
jeśli czasami mówię za dużo to tylko dlatego, że boję się milczenia. / i.need.you
|
|
 |
|
2) znów się głupio sprzeczamy i idziemy na górę. siada obok mnie, skierowany na wprost. "co u ciebie mała? nie wypiłaś czasem za dużo? ojoj, nie ładnie" uważnie słucha wszystkiego co mu mówię. dokładnie opowiadam to co się działo przez ostatnie kilka godzin, pokazuję jak tańczyłam z dziewczynkami, opisuję prezent który na niego czekał. i kiedy orientuję się, że znowu mówię za dużo i stanowczo za szybko, a on coraz szerzej się uśmiecha, pytam się go dlaczego nie może zostać. mówi o jakimś spotkaniu, że jest umówiony i w sumie, to musi już lecieć. odchodzi bez pożegnania. siedzę jak wryta, martwo spoglądając na stół. jak to? czy to znaczy, że..? orientuję się, że reszta zaczyna do mnie machać sprawdzając czy żyję. uśmiecham się i mówię, że wszystko jest jak najbardziej okej, ale muszę na chwilę wyjść. chwytam torbę i wybiegam na balkon i właśnie w tym momencie pękła we mnie ostatnia tama.
|
|
|
|