 |
|
nadal liczę że wrócisz..że pokarzesz że nadal kochasz..że twoje serce bije dla mnie mimo upływu dni, które tak bardzo wyryły sie w mojej pamięci, bo naznaczone były brakiem twojej obecności, od której byłam uzależniona, nadal po cichu zasypiam z twoim imieniem na ustach..z nadzieją że jak otworzę oczy ty nadal będziesz a to wszystko było tylko koszmarem z którego nie umiałam sie obudzić~ angk
|
|
 |
|
"Miłość czy jakoś tak to się nazywa."
|
|
 |
|
jest noc.pusty kieliszek,pusta flaszka,puste serce.pragnienie kolejnej 0,7l,a najlepiej jej obok.brak jej ciepła i pustke w sercu zalewam kolejną rozpoczętą flaszką ciepłej wódki.jeden,drugi,trzeci,następny.i obrazy w głowie,,jej uśmiech,spojrzenie,nasze wspomnienia.joint przy ustach,zamiast jej warg. buch, za buchem, a dym znowu zamienia się w jej twarz. łzy,lecą łzy, a może to już wódka nie mieści się w organizmie?znów partia:kielon,kielon,kielon,buch. ramka, a w niej jej zdj. przejeżdżam delikatnie palcem po jej twarzy,zamykam oczy,uderzam w biurko z całej siły.ból,wkurwienie,krew.wszędzie krew,a w powietrzu ból.szybko torebka.puste kieszenie,szuflady,nie,jest,mam.koka,tak,jesteś.wciągam z prędkością światła i biorę znów jej zdj do ręki.nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham,jak bardzo tęsknię i jak bardzo sobie nie radzę.wstaję,chowam zdj do szuflady.pistolet.patrzy na mnie i prosi aby strzelić.biorę go jednocześnie pisząc do niej,że ją kocham.przykladam go do glowy.strzelić?
|
|
 |
|
głowa na poduszce i usilne utrzymywanie się na powierzchni tego świata. nieobecny wzrok i próby złożenia składnego zdania na zadawane mi pytania. z nim nie było lepiej; desperackie wygrzebywanie wszelkich oszczędności, by wyjść i zachlać się, choć przez jedną noc nie pamiętać. uczucie wciąż było namacalne. stykające się opuszki palców...
|
|
 |
|
to nieważne, że prawdopodobnie znów sobie nie radzę, że kolejno składam wersy znów szukając w tym jakiegokolwiek sensu, a patrząc w pustą przestrzeń jedyne czego w tej chwili pragnę, to zniknąć stąd niepostrzeżenie. trzeźwość umysłu, wiem, to bez znaczenia, tak jak i to, że chyba wciąż czuję tamto ciepło, tamtych nas, że gdzieś wewnątrz, chyba wciąż kocham i w pełni potrzebuję Ciebie, nie tak po prostu, a tak by na nowo poczuć, że wciąż tu jestem, że wciąż żyję. / Endoftime.
|
|
 |
|
lubię ten subtelny dotyk, oczywiście, że lubię - jak każdy inny w jego wykonaniu. ale nie on oddziałuje na mnie najbardziej. kocham, gdy mocno zaciska swoje palce na moich - jakby ze świadectwem tego, że jeszcze dużo dotyku zostało, jest i będzie, choć z czasem stopniowo zacznie się wyczerpywać, aż w końcu ustanie przy ostatnim pożegnaniu.
|
|
 |
|
nie trzyma mnie tu zemsta czy pozytywne relacje. ciekawość - nęka mnie to cholerne zastanowienie, co jeszcze idiotycznego życie obmyśla, by bolało mocniej.
|
|
 |
|
dziś, gdy zapytali mnie o przeszłość, o tamten odcinek, nie wiedziałam. na pytanie o datę, udzieliłam błędnej odpowiedzi. minęły prawie trzy lata i dopiero teraz mogę stwierdzić, że nie przywołam tamtych obrazów, jak wczorajszych sytuacji. zatarły się na przestrzeni czasu. nie zapomniałam. wciąż widując go, moje serce zaczyna mocniej kołatać ze strachu. nie kocha go, ale boi się kolejnej próby wymierzenia ciosu.
|
|
 |
|
z szerokim uśmiechem wyobraża sobie to wszystko. kilka wspólnych lat zapakowanych już do pudła przeszłości. tą teraźniejszość, która ma powstać. irracjonalne detale w postaci wspólnego mieszkania i spalonych naleśników podanych na śniadanie do łóżka. dom, syn i wieczory spędzone przy lampce białego wina i drewnie pękającym w kominku. jedyne przed czym protestuje to oddzielnie brana kąpiel, argumentując to tym, że dwadzieścia minut każdego dnia beze mnie kiedyś będzie nie do zniesienia.
|
|
 |
|
"To ta wojna, którą musimy wygrać."
|
|
 |
|
pobielałe kostki na rękach od zaciskania ich na jego dłoniach. odpowiedź upartego wzroku z domieszką czułości, dopicie piwa i inne ramiona odciągające mnie na bok z krótkim 'nie patrz, idziemy'. dudniące w uszach zapewnienie, że robi to dla mnie, że ten typ nigdy więcej mnie nie tknie. zero odpowiedzi na to, iż ja nie chcę. potem te ramiona wracają zawsze, z krótkim 'mówiłem, że nie masz się o co martwić', a mimo wszystko, za każdym razem zagryzam z nerwów wargę i nie zapowiada się na razie na zmianę.
|
|
|
|