 |
|
ciągle szczerze, dosadnie a ty znowu bezradny,włączasz start i już wiesz że to ta chwila prawdy
|
|
 |
|
łatwe dziewczyny za towar biorą w usta, marzą o nowych butach, sylikonowych biustach, firmowych bluzkach i błyszczących kolczykach, jak ziomuś nie masz hajsu nawet nie po dotykasz
|
|
 |
|
tu sam sobie nie ufasz, a co dopiero komuś
|
|
 |
|
na tych osiedlach wśród bólu i cierpienia zaciskasz pięści bo wiele masz do stracenia
|
|
 |
|
nie ma miejsca dla wzruszeń tu los potrafi pisać najcięższe scenariusze
|
|
 |
|
wciąż jest jak jest, nie pytaj mnie dlaczego, czy chcesz czy nie wciąż uchodzisz za winnego
|
|
 |
|
tysiące łez codziennie spija beton, a tonący nie brzytwy chwyta tylko telefon
|
|
 |
|
społeczeństwo by chciało żebym został stracony jestem kurwa skazany, ale nie potepiony
|
|
 |
|
już od dziecka po brzegi wypełniony wkurwieniem
|
|
 |
|
tu czas przeważnie liczysz w latach nie w godzinach
|
|
 |
|
do góry głowa będzie dobrze ziomek najgorzej maja ci z biletem w jedna stronę
|
|
 |
|
tu marzenia choć pachną czasem szybko wietrzeją
|
|
|
|