 |
|
nie patrzę na złe fatum i nie stawiam ultimatum, biorę co swoje, co swoje wezmę choćby siłą
|
|
 |
|
pewnie do dzisiaj płonie za mną tu niejeden most, codzienne zmagania z życiem
|
|
 |
|
dziś witam wrogów ochoczo środkowym palcem prawej dłoni i w twarz im się śmieję, bo już jest dawno po nich
|
|
 |
|
nie rób nic na pokaz, bo to nie w twym stylu
|
|
 |
|
mam ze sobą kilku drani i z nimi zostanę, ich się nigdy nie wyrzeknę
|
|
 |
|
o niczym nie marzyliśmy tak bardzo jak właśnie o tej cudownej chwili
|
|
 |
|
próźni, dumni, trudni, tyle w nas fałszu, jesteśmy równi, choć to jest równe kłamstwu
|
|
 |
|
wiem że masz takie akcje że patrzysz za okno. los w dupę kopie najwyższy czas też go kopnąć
|
|
 |
|
muszę trochę zwolnić w głowie już za duży pierdolnik
|
|
 |
|
nawet najdłuższy okres milczenia nie jest za długi
|
|
 |
|
nie tak łatwo milczeniem zagłuszyć sumienie, choć wbrew faktom wierzyć ciągle w jego istnienie
|
|
 |
|
gniew z czasem mija, pozostaje żal, głownie łatwo zapomnieć o błędach, natomiast o ludziach dużo trudniej
|
|
|
|