 |
|
Żyję lat mało, bo jedynie siedemnaście, ale już mam zajebiście dość tego całego życia, tej całej jebanej miłości, która nie daje mi nic, prócz kolejnych rozczarowań. Mam dość swojej naiwności i tego, że nie potrafię uczyć się na własnych błędach.
|
|
 |
|
Poddaje się. Nie będę o niego walczyć bo chcę jego szczęścia, chcę żeby posmakował prawdziwej miłości i obdarzył uczuciem dziewczynę, która naprawdę będzie na to zasługiwać. Chcę żeby ona wywoływała uśmiech na jego twarzy. Pisząc to cholernie boli mnie serce które tak naprawdę złamałoby się na milion małych kawałków gdybym go zobaczyła w objęciach innej dziewczyny. Wiem, że mam ciężki charakter i nie chcę by się ze mną męczył. Ale to nie zmienia faktu , że bardzo mocno go kocham i nie chcę już żyć gdy jego nie ma obok. Jego nieobecność zbyt mocno boli. To tak jakby ktoś wyrwał mi z piersi serce i krzyknął 'żyj'.
|
|
 |
|
No cześć, znowu piszę o Tobie. Już ostatni raz, mam nadzieję. Posłuchaj mnie kolego, bo postaram się wypowiedzieć zwięźle i na temat tak, żebyś już nie mógł się sycić moim słowem. Spierdoliłeś to, wzdłuż, wszerz i po skosie. Przejebałeś naszą znajomość, a ja wyrosłam z Ciebie, jak małe dziecko z pieluch. Było fajnie, nie przeczę, ale nie mam już na Ciebie takiego parcia. Sam wybrałeś to zakończenie, a ja pozwalam Ci iść. I błagam Cię, nie wracaj po raz enty, nie wymyślaj beznadziejnych wymówek, bo mnie już nie ma. Dziękuję, cześć, piona.
|
|
 |
|
Nie radzę sobie kurwa, zadowolony?
|
|
 |
|
A teraz znowu zacznę wstawać rano z uśmiechem na twarzy. Dla siebie kurwa, nie dla Ciebie.
|
|
 |
|
Nie zliczysz, ile razy mówiłaś, że jest okej, a tak naprawdę rozpierdalało Cię od środka. Nie zliczysz, ile razy uśmiechnęłaś się, chociaż miałaś ochotę płakać jak dziecko. Nie zliczysz, ile razy oszukiwałaś samą siebie, że on Cię kocha. Nie zliczysz, ile razy spierdoliłaś coś, na czym Ci cholernie zależało. Nie zliczysz, ile razy miałaś ochotę umrzeć, zapaść się pod ziemię, po prostu zniknąć. Nie zliczysz, ile razy tak bardzo pragnęłaś być szczęśliwa, a za każdym razem znowu coś stawało ci na drodze. Pewnych rzeczy nie da się policzyć, bo niektóre błędy popełniamy zbyt często.
|
|
 |
|
Nikt, nikogo, nigdy, nigdzie, tak jak Ciebie ja.
|
|
 |
|
Wiem kim ona jest. To skrzyżowanie maszyny do lodów i szmaty do podłogi.
|
|
 |
|
Chciałabym, żebyś go straciła.Tak na moment. Na chwilę. Na dzień.Na tydzień. Na tak długo, aż wkońcu do Ciebie dotrze, jak to jest być po tej drugiej stronie-jako ofiara. Kiedy ból jest tak przeszywający, że nie sposób go opisać. W pokoju panuje tylko zapach tytoniu. Rzeczy z półek, z szafek lądują na podłodze, a Ty siedzisz w samym środku tego syfu obejmując się za kolana i głośno płacząc. Powiedz, jakie to uczucie wiedzieć, że nie ma się nic? Jak to jest, że nawet alkohol nie pomaga? A środki przeciwbólowe nie ukajają wcale bólu? Opowiedz o tym jak nie ma się ochoty nawet otworzyć okna, by wpadło trochę świeżego powietrza, nie mówiąc już o wyjściu na dwór. O dniach spędzonych w łóżku z przekrwionymi oczami. O tym jak telefon ani drgnie, potwierdzając fakt, że każdy ma Cię głęboko. Spróbuj opisać jak Twoje ciało słabło, gdy znów dotarło do Ciebie, że straciłaś najważniejszą osobę w swoim życiu.
|
|
 |
|
Ale naprawdę chuj obchodzi mnie to, że on jest Twój i Cię kocha. Za co kurwa? Za Twoją piękną mordę albo język? Wiesz, noł problem. W morde mogę Ci wyjebać tak, że żadna operacja plastyczna Ci niepomoże, a język w każdej chwili mogę obciąć. No i wtedy automatycznie jego uczucie zniknie.
|
|
 |
|
Na dzień dobry. Na dobranoc. Na chwilę. Na teraz. Na wieczność?
Bądź tu.
Pomóż mi przeżyć ten dzień i przyszły rok i moje osiemdziesiąte urodziny, dobrze?
|
|
 |
|
Nie ma nic głupszego niż odchodzenie dla czyjegoś dobra, pieprze takie dobro.
|
|
|
|