 |
|
nie raz załamany wszystkiego miałem dosyć, po co mi to wszystko? życie to kłopoty,
w głowie dziwne głosy, chwila dalej rzeczywistość,
patrząc z drugiej strony PRZESZEDŁEM Z TWARZĄ WSZYSTKO
|
|
 |
|
choć nie zawsze wyjdzie jak chcę, tak na prawdę nigdy nie chcę źle
|
|
 |
|
Twój dotyk droższy od hi life'u kwitu,
Ty dajesz mi to to coś jak te wersy do bitu.
co dzień od świtu po śmierć gwiazd o poranku, do końca życia do ostatniego przystanku
|
|
 |
|
tu chłopaki nie płaczą, czasem za nich płacze wódka
|
|
 |
|
ej mamo, przypał, niosę łzy a nie radość
|
|
 |
|
ateista i co teraz? kiedy cierpisz - Panie przebacz
|
|
 |
|
skurwiel pozbawiony manier, najważniejsze było, że dobrze się bawię
|
|
 |
|
wyszedłem na osiedle, poznałem bratnie mi dusze, kto ma wiedzieć ten wie, wymieniać ich nie muszę, akcje niezapomniane w pogoni za sosem, nikt sie wtedy nie przejmował co będzie z naszym losem
|
|
 |
|
powałka, przesłuchanie, chwile wcześniej w centrum w bramie, jeszcze wtedy z koleżkami zanurzeni razem w trawie, telefon, przypał, dalej lecą wzdłuż Sienkiewicza,
parę metrów kogut, lipa; kto przypuszczał ziomka wsypać?
|
|
 |
|
między szarymi budowlami z betonu
nikt nie jest w stanie ci już pomóc
|
|
 |
|
samotne wieczory, ból na twarzy w oknie, błękitna sukienka raz po raz słono moknie, przecież obiecał jej ale kiedyś z rana, gdy wróciła po klucze on za inną klęczał na kolanach TO KONIEC, TO TRAGEDIA, TO DRAMAT
|
|
 |
|
czuła że to ten, jemu odda nawet serce, splecione ręce, spokój, dom, rodzina, dają sobie rade ona marzy dać mu syna, on ma tego dość, on tego nie wytrzyma, bo ciągnie go ulica, kusi go inna dziewczyna
|
|
|
|