 |
|
kiedyś umówiliśmy się na spotkanie w deszczowe, pochmurne popołudnie. tradycyjnie zapomniałam wziąć parasolki. kiedy mnie zobaczyłeś, całą zmokniętą i rozmazaną, uśmiechnąłeś się tak, jak lubiłam najbardziej. powiedziałeś, że ładnie wyglądam. odebrałam to jako kiepski żart, ironię. odwróciłam się wtedy na pięcie i szybkim krokiem szłam przed siebie. Ty pobiegłeś za mną. gdy byłeś już na tyle blisko, że mogłam Cię usłyszeć, powiedziałeś, że kochałbyś mnie nawet, gdybym była cała w błocie. i gdybym miała jedno oko. nie musiałam się odwracać, żeby zobaczyć, czy się uśmiechasz. czułam to w powietrzu. na tym polegała Twoja zajebistość.
|
|
 |
|
zapaliłam swoją lampkę, nocną. wzięłam do ręki mój pamiętnik. zaczęłam w nim pisać, o tym jak bardzo cierpię, przez Ciebie. kolejnego dnia, gdy Cię spotkałam, wręczyłam Ci go. miałam nadzieję, że nareszcie zrozumiesz, jak to wszystko mnie cholernie boli. popatrzyłeś na mnie badawczym wzrokiem, otwierając pamiętnik. czytając moje uczucia przelane na papier, wybuchnąłeś niekontrolowanym śmiechem. zrozumiałam, że cierpisz na znieczulicę. a ja, kocham sukinsyna.
|
|
 |
|
uszanuję Twój wybór. wybrałeś inną. uszanuję, ale nigdy się z tym nie pogodzę. pamiętaj o tym, gdy znajdziesz zwłoki, swojej dziewczyny.
|
|
 |
|
ostatnim tchem, krzyknęła jakim jest podłym sukinsynem. umierała z nadzieją, że do końca życia, będzie ją miał na sumieniu.
|
|
 |
|
wokół mnie mogą być setki ludzi, może bić od nich przyjazne ciepło. ale nikt nie będzie umiał roztopić mojej nieufności, ani spowodować, że moje serce stanie się minimalnie cieplejsze. nawet wiosną.
|
|
 |
|
był powodem do mojego codziennego wstawania z łóżka. to na jego widok, moje serce zamieniało się w wirującą pralkę. to on, najpiękniej na świecie mówił, jak bardzo boi się miłości. to właśnie, on był autorem każdego mojego uśmiechu. to dzięki niemu, potrafiłam doceniać, to co miałam. był całym, moim szczęściem. wszystkim, tym co miałam. pisząc, to z pewnej perspektywy czasowej, z uśmiechem na twarzy, dochodzę do wniosku, że jest mi żal, to wszystko pisać, w czasie przeszłym, a nie teraźniejszym.
|
|
 |
|
nie chcę Cię więcej widzieć! - wykrzyczała. biegła przed siebie, płacząc. chciała uciec, gdzieś, gdzie nikt nie będzie w stanie jej znaleźć. - a on, stał nie rozumiejąc, dlaczego tak powiedziała. nie rozumiał, że czasami wolimy kogoś zostawić, właśnie dlatego, że kochamy. stanowczo za bardzo.
|
|
 |
|
ja wiem, że kiedyś nadejdzie dzień, gdy dojdzie do mnie, że moje szczęście jest tylko imaginacją. a ty, tylko wytworem, mojej wyobraźni.
|
|
|
|