 |
|
coś mnie zabija, ja nie wiem czemu mówisz, że zabijam chyba tu sam siebie
|
|
 |
|
pamiętam, na każdy Twój przyjazd czekałem jak dziecko na święta, byłaś namiętna i mieliśmy plany, że przyjedziesz do Warszawy i razem zamieszkamy, nasze plany pokrzyżowały kilometry, młody związek na odległość nie miał szans niestety, miałaś sporo pretensji i już wtedy wiedziałem, że TO NIE TY
|
|
 |
|
Kotku, byliśmy szczęścia blisko, ale zazdrość i głupota spierdoliły wszystko.....rozstaliśmy się w święta, pamiętam tego sylwestra, chociaż wcale nie chcę go pamiętać
|
|
 |
|
było lato wczesne, zobaczyłam Cię na mieście, później na domówce poznaliśmy się wreszcie, początek to relacje koleżeńskie, aż poczuliśmy chemię, było pięknie i pewnie
|
|
 |
|
umiałem kochać i cholera, doskonale wiedziałem co to miłość
|
|
 |
|
chciałbym, żeby kiedyś ktoś tak na mnie czekał, że z tej wielkiej tęsknoty nie mógłby zasnąć
|
|
 |
|
tak niewiele mi potrzeba żeby znaleźć swój spokój, chcę budzić się rano i mieć kogoś przy boku......chcę znów zaufać
|
|
 |
|
kilka razy wychodziłem na dach, nie wiem po co, może po to by skoczyć
|
|
 |
|
nie powiem jak mi ciebie brak, bo nie ma takich słów
|
|
 |
|
umieram, bo to wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością,
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
|
|
 |
|
chciałem unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi. i zwariowałem
|
|
|
|