 |
Próbowałem, tak, uwierzyłem, że damy radę, że jestem normalny ale ból budził mnie coraz częściej, coraz więcej uśmiechów grzęzło w dołku rozpaczy. Odwracałem głowę, tańczyłem, goniłem, śpiewałem aby oszukać siebie, że jest dobrze, wszystko dobrze. Szukałem przyjemności w szaleństwie, ale gonił mnie, wyrywał ze snu, zaskakiwał w chwilach ciszy, aż zabrakło kolejnych drzwi, nie starczyło sił by uciekać, udawać. W paru minutach zniszczyłem starania, wiara spalona w krzyku i złości. Nie ma czego zbierać, wszystko od nowa, podnoszę się z prochu i szukam łyków nadziei. Pustynia.
|
|
 |
Co jest prawdą a co kłamstwem, czy słowa to tylko słowa, trening samego pisania zdań, które udają uczucia?
|
|
 |
Wszytko jest tak bardzo dobrze, jak nigdy, to dlaczego tak bardzo boli gdy wypuszczę pytania z niepozornym oddechem, gdy myśli okrążą mnie aż brakuje tchu? Jakby nie było mnie w żadnym ze słów, wciąż tkwię w przeszłości, skulony i mały. Spójrz na moje mięśnie, na odważne czyny, zbudowałem je na bólu od którego uciekam. Nie potrafię, nocami wracam choć nie chcę, porankami zapominam i już nie wiem gdzie jest oszustwo.
|
|
 |
Chciałabyś uciec gdy zobaczysz światło w oczach, to ja je zobaczę i nie cofnę się aż przekonamy się czym jest szaleństwo. Pochłonie nas i będziemy żyć, w końcu żyć.
|
|
 |
A po tym nie będziemy tacy sami, nie będzie powrotu do świata śmiertelników. Pożegnamy się tylko na niby, dla pozorów potrzebnych by inni spali spokojnie gdy sami nicami będziemy wić się z tęsknoty za ciałami zgodnymi z duszą.
|
|
 |
Szaleni nie boją się szaleństwa, dlatego tak podoba mi się ta wizja spotkania. Spotkać kogoś kto też się niczego nie boi, kto chce więcej, bez względu na koszty, kto chwile wymienia na wieczność.
|
|
 |
A najgorsze jest to że kiedyś wypije za dużo whisky i napiszę zaczynając wszystko od nowa.
|
|
 |
Jeśli to było oszustwo to nienawidzę Cię tak bardzo jak pokochalem.
|
|
 |
Po cóż mi ten dzień w ciszy twojej rozkładany zgnilizną tęsknoty?
|
|
 |
Powiedziałem żegnaj ale boję się, że napiszesz bo moje słowa rzuciłem na wiatr.
|
|
 |
Moje palce wciąż pachną myślami o Tobie, błądzą po ekranie, stukając w litery, które uciekają temu co czuje. Na karku Twój dotyk, złożony z tyłu wyobrażeń, wspólnych chwil, które nie nadejdą. Usta czerwienią się od pocałunków, puszczonych z wiatrem nadziei. Dreszczem rozchodzi się pustka mojej dłoni, która nie utrzymała drżenia, jakie dawałem Tobie w chwilach uniesień. Oczy straciły kolor, kiedy magia ugięła się pod ciężarem twojego strachu. Wciąż tam jesteś, gdzieś między umysłem a pragnieniem, ukryłaś się i bolisz nocą, kiedy muzyka zachwyca w świetle księżyca.
|
|
 |
Układam rzeczywistość trochę na nowo, trochę lepiej. Trochę dzięki temu spotkaniu, trochę dzięki kolejnemu słonecznemu dniu. Odchodzisz z zimą, jeszcze trochę chłodnych wspomnień wieczorami, trochę uśmiechów z pamięci. Już szukam nowej muzyki, już czekam na wiosenne zachwyty, aż nowe fale zetrą nasze ślady z tej plaży.
|
|
|
|