 |
|
łap mnie, łap mnie zanim odejdę, ucieknę stąd na zawsze. łap póki możesz, póki nie jest za późno. momentalnie złap, nie pozwól uciec i zamknąć tego wszystkiego w czym jeszcze chowam nadzieję, jednak to traci na wartości. trzymaj mnie mocno, bym nie mogła się wyrwać, bym wiedziała, że warto...bo co jeśli wyjdę z ciszą na ustach, a Ty mnie nie zatrzymasz, jeśli nie złapiesz? /takczynie
|
|
 |
|
nie mam już siły podejmować decyzji odgrywających główną rolę w moim życiu. dość mam mówienia Ci co jest właściwe. nie chcę tych zadręczających myśli. ratowania Ciebie z miejsca, do którego wciąż idziesz, coraz szybciej. Twoje 'chcę' zamienione na 'muszę', teraz już na głuchą ciszę. nie mam siły, chciałabym się odciąć, zatracić się w czymś znacznie łatwiejszym, ale jakże uzależniającym. /takczynie
|
|
 |
|
może jutro zniknę, lecz w tej sekundzie oddycham, o jutrze nie myślę, bo jeszcze przede mną dzisiaj
|
|
 |
|
żyjesz ale nadal z myślą o śmierci, wybaczasz lecz nadal pamiętasz krzywdę.
|
|
 |
|
Oto kilka prostych słów Ty uwierz w ich prawdziwość,
jeśli chodzi o wybór to zawsze masz możliwość..
|
|
 |
|
To samolubne, wiem, ale chcę Cię mieć dla siebie, na wyłączność.
|
|
 |
|
Oddychanie sprawia mi ból, a już na pewno kiedy czuję zapach Twoich perfum.
|
|
 |
|
W - jak wszystko co mam, O- jak ochrona, J- jak jedność, T- jak teraz, E - jak empatia którą nawzajem czujemy, K - jak kochanie się bezgraniczną miłością. Czyli cały mój świat zawarty w sześciu literach.
|
|
 |
|
Bywaja takie chwile w zyciu ze masz dosc wszytskiego, dosc samego siebie. /sweety_cherry
|
|
 |
|
Miałam tendencję do pragnienia rzeczy czysto nieosiągalnych.
|
|
 |
|
Po jakimś czasie, głośno oddychając, ktoś zwalił się na ławkę, wciąż trzymając mnie mocno w ramionach. Czułam, że przygląda mi się uważnie.
- Słyszysz mnie? – wypowiedział te słowa niepewnie, a ja zdałam sobie sprawę, że już wcześniej mnie o to pytał. – Jak masz na imię?
Westchnęłam tylko, by za chwilę zalać się rzewnymi łzami. Był to tak żałosny i bezradny wybuch płaczu, że było mi wstyd. Wyrwałam się z ramion obcego, szybko odsuwając się na odpowiednią odległość. Ukryłam wykrzywioną bezradnością twarz w dłoniach, drżąc na całym ciele.
Byłam tak blisko. Tak blisko…
Nawet uciekać nie potrafisz. 2/2
|
|
 |
|
Nawet później, gdy wracałam do tych bolesnych sekund myślami, nie byłam w stanie określić, co wyrwało mnie ze stanu otępienia. Możliwe, że było to zimno. Tysiące igieł zdawało się wbijać w moje ciało, rozszarpywać płuca za każdym razem, gdy robiłam płytki wdech. Możliwe, że było to światło. Jaskrawe i natarczywe, nawet na moment nie opuszczające mojej twarzy. Możliwe, że był to głos. Nieco zaniepokojony, niepewny. Niski, trochę zachrypnięty, tuż nad moją twarzą. Możliwe, że był to dotyk. Najpierw delikatny, muśnięcie zmarzniętych dłoni na moich policzkach. Po chwili ktoś niezdarnie wziął mnie na ręce. Poczułam ciepło drugiego ciała i po prostu do niego przylgnęłam. Jak pasożyt, starając się pochłonąć to ciepło i przenieść na siebie. Możliwe, że było to kołysanie. Ktoś niósł mnie, mocno przyciskając do piersi, szybko przemierzając majaczące pod moimi półprzymkniętymi powiekami alejki parku. Kilka razy nawet przeklął po angielsku z nieznanym mi akcentem. 1/2
|
|
|
|