 |
|
gdy pewnego dnia śmiesz spytać
czy walczyłam, uśmiechnę się
na wspomnienie tej ciężkiej drogi
którą przebyłam, spojrzę na blizny
na mych dłoniach i powiem z sarkazmem:
-nie, skądże
|
|
 |
|
stary przyjacielu, czuję, że rozpadam się,
mimo iż to już rok jak nie ma Ciebie, ja
kruszę się każdego dnia, dzisiaj straciłam
365 cząstkę serca
|
|
 |
|
nie jest wysportowany, nie jest nawet
umięśniony, ale wiesz, jeszcze przy
nikim nie czułam się tak bezpiecznie,
nigdy nie czułam, że mogę spokojnie
zamknąć oczy, a gdy je otworzę On
nadal tam będzie, będzie przy mnie,
trzymając mnie w tym żelaznym
uścisku, który jest w stanie pomieścić
tylko mój świat, z każdą wadą, każdą
słabością, i to jest moja definicja
bezpieczeństwa
|
|
 |
|
dlaczego kocham człowieka, który jest
tak doszczętnie zepsuty? nie znam precyzyjnej
odpowiedzi na to pytanie, wiem tylko tyle,
iż każdego wieczoru gdy kładłam się spać,
mama siadała delikatnie na moim łóżku,
całowała mnie w czoło i szeptała:
pamiętaj, nawet najgorszy z pozoru człowiek
ma w sercu dobro
|
|
 |
|
kurwa, chodź tu do mnie . chodź, tylko na chwilę . przyjdź tylko mnie przytulić, pocałować, rozbudzić we mnie to uczucie . po prostu - pozwolić mi Cię kochać..
|
|
 |
|
` to nieistotne z perspektywy absolutu .
|
|
 |
|
` opowieść zmęczonych ust..
|
|
 |
|
nadejdzie taki piękny dzień, w którym zakochasz się z wzajemnością i będziesz zadawała sobie pytanie, co widziałaś w tym durnym palancie i ile rzeczy przez niego przegapiłaś? /rsp
|
|
 |
|
momentem zwrotnym jest ten w którym nie możesz się rozpłakać bo nie masz już czym. kiedy Twoje ciało nie potrafi zareagować na ten prymitywny ból wbijającego się noża w Twoje plecy przez sam los. mózg nie jest w stanie przetworzyć pytania dlaczego życie tak strasznie kopie Cię w Twoją godność, a Twoje ręce nauczyły się drżeć na tyle mocno, że trzymanie kubka z kawą sprawia Ci problem jak co najmniej u staruszka z pląsawicą.
|
|
 |
|
stoisz na tym pieprzonym balkonie o 4 nad ranem, znudzona kotłowaniem się w łóżku i niemocą spłodzoną przez niemożność zaśnięcia. w ustach papieros, poruszając tylko zębami kiepujesz za barierkę. dłonie, drżące, zmarznięte w kieszeniach Twojej bluzy. wszystko jest przerażająco szare, a cisza o tej porze porównywalna do tej w horrorze, kiedy morderca poluje na swoją ofiarę. stoisz, marzniesz i powstrzymujesz się od rutynowego płaczu mając świadomość, że zamiast łez z Twoich kanalików wydostałyby się, szklące sopelki zważając na temperaturę i stan emocjonalny Twojego serca, w którym musisz zamykać drzwi zważywszy na przeciąg i panującą w nim pustkę.
|
|
|
|