 |
|
są dni, kiedy mówię: dość, żyję chyba sobie sam na złość
|
|
 |
|
jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść, to przecież dobrze, dobrze o tym wiem, chciałbym umrzeć przy tobie
|
|
 |
|
kiedy wieczór wyganiał mnie, coraz rzadziej wracałem, bez Twych rąk i Twoich ust, chciałem uczyć się życia teraz kiedy pytasz mnie, nie mam nic do ukrycia
|
|
 |
|
ile wart jest bez Ciebie, ile wart jest mój świat i jak trudno uwierzyć, w najprostsze słowa dwa?
|
|
 |
|
twoje policzki tak się śmieją, oczy, skóra
|
|
 |
|
nie ma niczego lepszego i chuj
|
|
 |
|
obydwoje chcemy szczęścia.
|
|
 |
|
jestes taka słodka, taka piekna, usmiechnieta, jak po wypaleniu skreta, pełen relaks, ja wymiekam
|
|
 |
|
w zasadzie powinnaś już wrócić. nieobecność twoja nieprzydatna puchnie nocą w gardle.
|
|
 |
|
to jest we mnie pulsuje jak krew, codziennie czuję się, jakbym żył we śnie
|
|
 |
|
ile dróg, ile jeszcze - mówił ktoś? znalazł skrót i zrobił tu monopol
|
|
 |
|
jak wczoraj coś zjebałem, to dzisiaj nie przepraszam
|
|
|
|