 |
|
chodź ze mną, rozbijmy 101010101 luster. ot tak, żeby sprawdzić, czy można mieć większego pecha.
|
|
 |
|
- Twój świat byłby łatwiejszy, gdybym nie wrócił...
- To prawda, ale bez Ciebie to nie byłby mój świat.
|
|
 |
|
Może i znaczyło. Ale już nie znaczy.
|
|
 |
|
Blair Walorf: Jesteś Chuck'iem Bass'em.
Chuck Bass: Nie jestem Chuck'iem Bass'em bez ciebie.
|
|
 |
|
Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam, dawno nie byłam u spowiedzi.(...) Dwadzieścia minut po tym, jak zerwałam z moim chłopakiem, wpadłam w stan upojenia alkoholowego, rozebrałam się w spelunie i straciłam cnotę z egoistą. Dzięki Bogu, będzie udawał, że nic się nie stało. Przepraszam, szczerze mówiąc, nie jestem nawet katoliczką.
|
|
 |
|
Wiecie, co jest słodkie?
Zemsta.
I podobno najlepiej smakuje na zimno.
Kto jest głodny?
|
|
 |
|
daj mi jakiś powód. i tym razem `jestem chuck bass` nie wystarczy. / plotkara
|
|
 |
|
Szła środkiem drogi późną nocą. Raniła gardło papierosem. Zlękniona i zapłakana zgięła się w pół. Krzyk rozsadzał jej płuca. Popatrzyła w niebo. Mrużyła oczy przed deszczem. 'Boże...Nie daję rady, wiesz? Nie daję rady cholera jasna...' Wiatr, jakby się wzmógł. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Wbiegła pędem na szpitalny korytarz. Ledwo, co widziała na oczy przez te cholerne łzy. Przetarła rękawem twarz. Podbiegła do kolegi brata. 'Gdzie? Co z nim?' Uniósł wolno wzrok. Znów spuścił głowę. 'Mów, co z moim bratem! Gdzie on jest?!' Zaczęła nim szarpać.Wstał szybko, złapał ją za nadgarstki. Szamotała się...Przytulił ją do siebie. 'Gdzie mój brat?' Odsunęła się...Podeszła do ściany. Krzyczała. /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Siedziała skulona pod ścianą. Szloch przeszkadzał jej w złapaniu oddechu. Zakryła dłonią usta, by nikt jej nie usłyszał. Po chwili uklękła...Zaczęła się modlić. 'Daj mi siłę, by żyć. Daj mi siłę, by żyć. Daj mi siłę, by żyć...' /lubiejakoddychasz.
|
|
 |
|
Bez Ciebie dzisiejsze wzruszenia byłyby tylko martwym naskórkiem dawnych uniesień
|
|
 |
|
kocham Cię za Twoją obojętność, za wszystkie emocje, których nie okazujesz, za Twój absolutny brak sentymentalizmu, za wszystko co wkładasz w nasz nieistniejący związek... ale najbardziej kocham Cię za to, że odzywasz się tylko raz do roku. i to kurwa w święto zmarłych!
|
|
|
|