 |
|
to Ty . co wiem o Tobie , a czego nie wiem .
czego jestem , a czego nie jest w ogóle pewien .
widzę w tym sens , choć dla innych bez sensu .
czytam w myślach . znam mowę Twoich gestów .
|
|
 |
|
walcz o mnie do jasnej kurwa cholery
|
|
 |
|
jesteśmy tacy jacy chcemy być .
żyjemy właśnie w taki sposób w jaki chcemy żyć .
gdybyśmy byli tacy sami to byłby koszmar .
jestem sobą , nie udaję i tak ma pozostać .
jeszcze jedno na rozchodne :
szanuj to co masz .
żyj mocno .
kocham mocniej .
i zachowaj twarz .
|
|
 |
|
lubię kiedy moje życie depcze Twoją wyobraźnię .
|
|
 |
|
witaj w teatrze lalek . elita w pierwszych rzędach.
|
|
 |
|
jesteśmy ku.rwa wyjątkowe .
a kto tak nie sądzi .
żyd albo pedał . xd
|
|
 |
|
póki co wciąż się uczę .
ogarniam człowieczeństwo .
choć czasem najpiękniejsza prawda to szaleństwo .
|
|
 |
|
ona nie chciała się narzucać .
on nie chciał jej za bardzo komplikować życia sobą .
tak jakby nie wiedzieli . że znaczą dla siebie więcej niż wszystko .
|
|
 |
|
siedziała, bezwładnie przy szpitalnym łóżku, trzymając go za wilgotną od drgawek, dłoń. jej źrenice, były rozszerzone do granic możliwości. wyglądały jak dwa ogromne kubki, czarnej kawy, którą tak uwielbiała. była przy nim. patrzyła na setki, podłączonych kabli do jego odrętwiałego ciała, nieusilnie próbując powstrzymać się od łez. pochyliła się delikatnie nad jego głową. jeden z kosmyków jej włosów, opadł bezwiednie na jego sine czoło. 'wszystko będzie dobrze.' - wyszeptała do jego, ucha z nadzieją, że słyszy. właśnie wtedy, rozległ się pisk. maszyny zaczęły wariować, a kilku lekarzy nerwowo, wbiegło do sali. nie wiedziała co się, dzieję. reanimowali go. stała przy szpitalnym łóżku, nie mogąc złapać oddechu. 'nie możesz mi tego zrobić, rozumiesz?! nie możesz!' - krzyczała pełna amoku, uspokajana przez pielęgniarkę. maszyny się zatrzymały. lekarz ze stoickim spokojem, kazał zanotować pielęgniarce godzinę zgonu. 'Ty skurwysynu' - wyszeptała, osłaniając się na nogach. zemdlała.
|
|
 |
|
kiedyś, marzyłam o tym, żebyś spojrzał na mnie, chociaż ukradkiem. abyś chociaż na krótki moment, zwrócił swoje błyszczące źrenice w moją stronę. dzisiaj kiedy, pożerasz mnie wzrokiem, pełna satysfakcji odgarniam, swoje blond włosy z ramion. napawam się Twoim cierpieniem. uwielbiam, tą subtelną formę sadyzmu.
|
|
 |
|
był mężczyzną, który przepraszał, mnie kiedy miałam zły humor. miewał wyrzuty sumienia, gdy przyniesione do łóżka przez niego kakao, poparzyło moje spierzchnięte wargi. mężczyzną, który przenosił mnie nad kałużami w obawie o zmoknięcie moich trampek i skrupulatnie, witający mnie każdego poranka pocałunkiem, twierdząc, że bez tego śniadanie nie ma smaku.
|
|
 |
|
czerwone szpilki, gustownie dobrana biżuteria. delikatne perfumy i perfekcyjny makijaż. pierś do przodu, tyłek do tyłu i idę walczyć ze światem, który jeszcze tak nie dawno nadepnęłam, gdy leżał bezwładnie u moich stóp.
|
|
|
|