 |
|
za niedlugo usiadziemy w twoim pokoju na lozku jak dawniej moze wtedy zlapiesz mnie za reke spojrzysz w oczy i powiesz ze teskniles . moze zlapiesz mnie w tali przyciagniesz do siebie i namietnie jak zawsze zwyczajnie mnie pocalujesz . pierwszy raz od dluzszego czasu szepne ci do ucha jak bardzo cie kocham jak bardzo tesknilam . moze bedziesz mial szklane oczy a moze zupelnie nie bedzie cie to obchodzic . moze polozysz glowe na moim sercu a wtedy ja pozwole pomyslec ci ze ono bije tylko dla ciebie. zawsze.
|
|
 |
|
to tak jakby ktoś muskał Twój dekolt czubkiem noża, a chwilę potem wpierdolił Ci go między płuca, wprost w serce.
|
|
 |
|
chce dla bliskich szczęścia, chce tego, chce miłości. Czy za dużo wymagam ? Nie sądze.
|
|
 |
|
Więc pij za wolność i wyjście na prostą, osobno, bo razem nam się zjebał światopogląd, podobno.
|
|
 |
|
moment pustki ? kiedy widzisz spadającą gwiazdę i nie wiesz, czego chcesz.
|
|
 |
|
nie mam już ochoty kolejny raz zaczynać i znów konczyć na niczym.
|
|
 |
|
spytała się mnie jak długo to jeszcze będzie trwać. Ile jeszcze zdołam pociągnąć zanim całkiem się zapadnę. Nieobecnym wzrokiem ogarnęłam jej wściekłą twarz. - nie wiem - wyrzuciłam z siebie dwa słowa towarzyszące mi ostatnio dość często. Zobaczyłam jak ze złości wypuszcza z siebie powietrze i nerwowo przygryza dolną wargę.- problem w tym, że ty nigdy nic nie wiesz. czasami nawet nie wiadomo czy jeszcze żyjesz przez tego gnojka - warknęła w odpowiedzi odwracając się ode mnie tyłem. Dobrze wiedziała co znaczy dla mnie ten 'gnojek'. Było mi jej żal, jednocześnie ganiąc się w duchu za swój egoizm udowadniałam sobie, że przecież to nie moja wina. Westchnęłam szukając odpowiednich słów.- przepraszam.- rzuciłam beznamiętnie w jej stronę czekając na reakcję. Jednak niczego się nie doczekałam. Sięgnęła po kurtkę leżącą obok mnie i jednym szybkim ruchem była już przy drzwiach. Zdezorientowana popatrzyłam na nią domagając się odpowiedzi. Nie odpowiedziała. Wybiegła na dwór trzaskając drzwiami.
|
|
 |
|
Jedyny problem jaki mam to ty .
|
|
 |
|
popatrzył na mnie z ufnością po czym odparł - biedactwo - tym jednym ze swoich zatroskanych tonów głosu. Spojrzałam mu w oczy by przez ułamek sekundy rozgryźć jego uśmiechnięta twarz.-tak. biedactwo.. słuszne określenie dzisiejszego dnia. - westchnęłam, z powrotem uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Wydawało mi się, że kątem oka zauważyłam jego rozdrażnienie z powodu kolejnej niewyjaśnionej uwagi. Za nic w świecie nie chciałam wyjawić mu prawdy. Choć był dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam.
|
|
 |
|
rzygam codziennością, sram przeszłością powtarzając sobie dogłębnie, że gorzej być kurwa nie może.
|
|
 |
|
niby nic nie czuje, ale nie przejęłabym się gdyby jakiś samochód potrącił mnie na pobliskim przejściu by ukoić psychiczny ból.
|
|
|
|