 |
|
Czy może istnieć na ziemi tak szalona, jedyna, wierna i prawdziwa miłość, jaką ma ćpun do narkotyku?
|
|
 |
|
na pewno znasz takie noce, ten destrukcyjny moment, w którym każda myśl waży grubo ponad tonę
|
|
 |
|
wiem, potrzebujesz tego czego ja nigdy mogę Ci nie dać, nie dlatego że nie chcę Ci dać, a dlatego że sam tego nie mam
|
|
 |
|
czuję się, jakbym mierzyła nowe buty, które bardzo chcę, ale źle leżą. przepraszam
|
|
 |
|
Mogę zaufać Tobie, jej, tamtemu kolesiowi, sprzedawcy, nawet panu od ksero. Mogę zaufać każdemu człowiekowi na ziemi, ale tylko jeden raz.
|
|
 |
|
Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza,
to cholernie pewne, ze nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.
|
|
 |
|
szaleję za Jego uśmiechem, za spojrzeniem przeszywającym mnie na wskroś, na dotykiem sunącym delikatnie po liniach mojego ciała, nawet za tym tanim flirtem jaki na mnie stosuje. wielbię sposób w jaki mówi, to jak z sekundy na sekundę z żartów może przejść na całkiem poważny temat. z jednej strony nienawidzę Go za to jak chorym skurwielem jest, z drugiej - tak niemożliwie chcę Go kochać.
|
|
 |
|
stosunek wad do zalet? 100:1.
|
|
 |
|
szczerze? cholernie mi na Nim zależało, bolało przechodzenie obok Niego na korytarzu, słuchanie Jego głosu, patrzenie w Jego źrenice, całe przebywanie w Jego towarzystwie. cierpiałam widząc jak z dnia na dzień jest coraz bardziej kumplem, niż osobą z którą a nuż wyjdzie coś poważniejszego. na chwilę obecną nie zależy mi już tak jak wcześniej. jasne, nadal uważam, że Jego oczy są niczym z kosmosu, ma wręcz idealny tyłek, a mięśnie na Jego klatce są najcudowniejszym labiryntem na Ziemi. jednak przy tym wszystkim najbardziej doskwiera mi jeden fakt - byłam zbyt słaba, by walczyć.
|
|
 |
|
kiedy poszedł do mnie i wyrzucając z siebie jeden z tych dennych tekstów na podryw zaczął miziać mnie po udzie - dałam Mu zwyczajnie w twarz. już bez oporów, hamulców, które jeszcze do niedawna przepełniały mnie do cna. zagwizdał cicho pod nosem przenosząc na mnie gniewne spojrzeniem. - nie tak ostro, kicia. - wymruczał starając się zachować twarz przed kumplami. pociągnęłam Go za koszulkę obdarzając szybkim pocałunkiem. zanim już doszczętnie Go odsunęłam delikatnie przygryzłam Jego dolną wargę marszcząc nos. rozległy się ciche gwizdy. odwróciłam się odchodząc, jednak zdążyłam usłyszeć głos jednego z Jego ziomków - 'nie wiesz co tracisz, stary'.
|
|
 |
|
jest najlepszą rzeczą , jaka spotkała mnie do tej pory w życiu . pierwszy raz jestem tak bardzo pewna tego uczucia i przekonana , że jest facetem idealnym dla mnie . cudownie byłoby codziennie patrzeć jak marszcząc w skupieniu brwi stoi nad patelką przyrządzając na szybko jajecznicę z ośmiu jajek . słuchać jego beztroskiego śmiechu , kiedy patrzy na mnie jak rozsypuje pieprz po całej podłodze . odtrącać jego dłoń z mojego ciała , kiedy nachylam się , żeby to wszystko pozamiatać . jeść prosto z patelki wręcz czarną od pieprzu jajecznicę , taką jak lubi . bluźnić , że nie możemy zjeść z talerzy , bo przez swoje kalectwo oparzyłam rękę i czekać aż zacznie mnie całować , prosząc , żebym się uspokoiła . zostawiać totalny bałagan w kuchni i skoczyć na niego wycierając kąciki ust od mąki z pieczywa . całując się mknąć razem do pokoju i widzieć te najpiękniejsze iskierki w jego czekoladowych oczach , które tak kocham . być z nim , tak na zawsze , jak najbardziej realnie .
|
|
 |
|
ta kompletna niemoc wypowiedzenia choćby jednego słowa po usłyszeniu od niego : - dzisiaj już wiem . skoro zdobyłem ciebie , to mogę mieć każdą .
|
|
|
|