 |
|
Przychodzi dzień, kiedy budzisz się rano i wiesz, że On już nie czeka..
|
|
 |
|
- Zamknij oczy i policz do 10. Jeśli mnie znajdziesz zostanę z Tobą na zawsze.
- 1, 2, 3 (...) 10. Szukam! ... Ej nie schowałaś się!
- Wiem.
|
|
 |
|
Karmić się wspomnieniami o wczoraj to wymiotować żalem za dziś i dławić się obawą - o jutro.
|
|
 |
|
Wieczna miłość, szczęście. To jedna wielka ściema w tanich filmach i książkach. Nigdy nie będzie doskonale. Byłeś kimś przez którego przez chwile w to wszystko wierzyłam. Jednak szybko odeszłeś a cały sens mojego życia poszedł się jebać.
|
|
 |
|
Dzisiaj, kiedy odpaliłam papierosa zakręciło mi się w głowie, taki jebany odlot kilkusekundowy. Lubię te odloty. To dziwne i chore - lubić coś co Cię niszczy, zżera od środka, ale jestem tylko człowiekiem, a ludzie nie są znani z mądrych decyzji. Chociaż w sumie nie wyobrażam sobie innego świata, pewnie dlatego, że innego nie znam, ciekawe jaki by był gdyby ludzie nie niszczyliby wszystkiego na swojej drodze, nie zabijali czy krzywdzili.. Może kiedyś uda się przeprowadzić taki eksperyment, no chyba, że wcześniej cofniemy się do poziomu małp, a szczerze powiedziawszy wcale by mnie to nie zdziwiło..
|
|
 |
|
nie mam zamiaru z Tobą rywalizować , bo rozpierdalam Cię na starcie.
|
|
 |
|
odpowiadam za to co powiedziałem, a nie za to co zrozumiałeś.
|
|
 |
|
lubię gdy mam świadomość, że nie muszę się na nic uczyć.
|
|
 |
|
żal mi ludzi którzy szpanują upijaniem się i kacem
|
|
 |
|
nie, ja tylko oddycham, układając tęsknoty na puchowej poduszce by nie gniotły. / ithillien.
|
|
 |
|
sztucznym śmiechem staram się odciąć drogę cisnącym się do oczu łzom. na dobre ściemniało, a godzina wskazuje, że i latarnie zaraz zgasną. mrok, nicość. chłodny wiatr otulający moje ramiona, Twój zapach wciąż w powietrzu, moim powietrzu i sylwetka, stąd wyglądająca jak rozlany w powietrzu atrament, odcinająca się na końcu ulicy. wśród oddalonego szczekania psa i skrzypiących konarów, odgłos niczym pękającego drewna pożeranego przez płomienie w kominku. przeszywający ból w nogach, kiedy bezsilnie opadam na chodnik. popiół w moim ciele od spalającego się serca. odchodzisz.
|
|
 |
|
początkowo jedynie coś lekko chrupnęło, by chwilę potem roznieść się wielkim hukiem. zaśmiał się, gasząc fajkę o chodnik. zbliżył się do mnie jeszcze raz. ostatni, zachłanny pocałunek. odszedł, jakby to przed chwilą nie było moim łamiącym się sercem.
|
|
|
|