 |
|
nauczył mnie miłości do piłki. siedzę, oglądam mecz Barcelony, którą wielbię i myślę o Nim, jednakże dobrze. czasu nie cofnę.
|
|
 |
|
szansa na miłość jest zawsze. nieważne czy będzie to niebieskooki szatyn, w którym jestem zadurzona, czy inny mężczyzna. czas leczy rany, nawet najgłębsze. kobieta nie powinna biegać za facetem, a ja nie zniżę się do jej poziomu. jeśli wybierze tą opcję, nie ma klasy, poszedł na łatwiznę. przyszedł czas kiedy będzie musiał się postarać, by odzyskać. nie jestem pierwszą lepszą, jeśli pani x ma na to ochotę, niech będzie. wolę nie mieć go i być pełna honoru niż mieć, bo go do tego zmusiłam. głowa do góry, uśmiech na buźkę i lecimy.
|
|
 |
|
niektóre kwestie muszą toczyć się same, nie mamy na nie najmniejszego wpływu. jeśli coś nie wyjdzie jak powinno, należy mieć po prostu wywalone. don't worry, be happy.
|
|
 |
|
nie wierzę, że zostaniesz.
|
|
 |
|
wyrzuca z siebie kolejne pretensje o moje chore zachowanie, wybryki, drobne przewinięcia. wciągam do płuc buch za buchem napawając się bólem w Jego spojrzeniu. błądzę wzrokiem nie wiedząc na czym go zawiesić. poprawiam co chwila grzywkę dostającą się do oczu. zaczyna przepraszać, na co nawet nie reaguję. rzucam na ziemię niedopalonego papierosa i gaszę Go butem. odchodzę mówiąc, że ostrzegałam, iż w końcu będzie za późno. czas zmienił mnie w sukę.
|
|
 |
|
A CO JA MAM CI POWIEDZIEĆ? TO, ŻE JESTEŚ FAŁSZYWĄ SZMATĄ, BOISZ SIĘ KONFRONTACJI ZE MNĄ I JESTEŚ ZWYCZAJNIE MAŁO INTELIGENTNA? CHCIAŁAŚ WOJNY MASZ JĄ. TO, ŻE NIE MOŻESZ POKAZYWAĆ SIĘ W MIEŚCIE, NIE JEST WYSTARCZAJĄCĄ KARĄ. OPANUJ SIĘ DZIEWCZYNO, BO NIE CHODZI TU O NIEGO. JA PRAGNĘ BY KTOŚ DAŁ MU SZCZĘŚCIE, BO JA NIE DO KOŃCA MOGŁAM TO ZROBIĆ. TU CHODZI O FAŁSZ, O TO CO ZROBIŁAŚ. KORZYSTASZ Z NIESZCZĘŚCIA BLISKICH? ILE JESTEŚ WARTA? MOGĘ CI GROSZEM W TWARZ ZAPIERDOLIĆ. NALEŻAŁO BY PRZEPROSIĆ. NA TWOIM MIEJSCU POTRAFIŁABYM TO ZROBIĆ. BO TO TWOJA WINA. NIE NASZE ROZSTANIE, A TO, ŻE TERAZ DO NIEGO PISZESZ I ZACHOWUJESZ SIĘ JAK OSTATNIA ZDZIRA.
|
|
 |
|
ciekawe czy wie jak mnie niszczy, ile razy na dzień doprowadza mnie do chociażby minimalnego cierpienia. nie wybucham od razu płaczem, nie krzyczę, nie niszczę wszystkiego co trafi mi się pod ręką, a zwyczajnie kruszę się od środka. z każdym z Jego najdrobniejszych posunięć od mojego serca odpada jakaś niewielka cząstka. biorąc pod uwagę częstotliwość tego zjawiska - wkrótce zginę.
|
|
 |
|
nieistotne czy z czasem będę cierpieć, czy nie. cierpienie to w końcu efekt szczęścia, późniejsze następstwo. a cholera, ja uwielbiam szczęście.
|
|
 |
|
pytanie ile zdobędę punktów na egzaminie z angielskiego, kiedy teraz na lekcje przychodzę z dwudziestominutowym opóźnieniem, z niewiadomych powodów nie mam połowy kartek w podręczniku, a jedynym zajęciem, którego się dopuszczam jest przenoszenie kwiatka z parapetu na ławkę, bo nie odbieram rzekomo tlenu z tak daleka.
|
|
 |
|
opanował się. w momencie, kiedy cała sytuacja zaczęła wymykać nam się spod kontroli, zatrzymał ją. chcąc uniknąć cierpienia dla nas obydwojga, chcąc mnie chronić. teraz, gdy wszystko jest tak, jak dawniej, odzyskało dawną rutynę - wymawia w moją stronę krótkie przeprosiny i z bólem w głosie mówi o wyrzutach sumienia, które Go dręczą. absurdalne. los ewidentnie był ostro najebany pisząc naszą historię.
|
|
 |
|
miałam Go przed sobą raptem na wyciągnięcie ręki. mierzyłam wzrokiem Jego oczy próbując odczytać z nich cokolwiek. słuchałam. perfekcyjnie kodowałam w głowie każde z Jego słów o tym, że jeszcze nie teraz, nie będę potrafiła wytrwać w takim związku, to nie ma na chwilę obecną sensu, nie uda się. gubiłam się. między swoimi uczuciami, a racjami jakie mi przedstawiał. z chwili na chwilę coraz bardziej tłumiłam w sobie ochotę na skończenie tej rozmowy, która nie miała na dłuższą metę sensu, na zamknięcie Jego ust dotykiem własnych warg. serce cicho prosiło o pomoc, podczas kiedy ja stałam nie drgnąwszy nawet i wciąż powtarzałam niczym mantrę, iż Go nie rozumiem. dlatego właśnie zawsze unikałam tych poważnych konwersacji. konfrontacji pomiędzy racjonalnością, a zwyczajną bezmyślnością.
|
|
 |
|
będziesz przy moim boku nawet wtedy, kiedy będę upadać?
|
|
|
|