 |
|
przepraszam cię, za to że jestem taka jaka jestem, a nie jestem inna. przepraszam że zamiast pięknego, kolorowego dnia, jest pochmurny i szary. przepraszam że cię kocham, ale nie umiem bez ciebie żyć./ kashiya
|
|
 |
|
jak zrobiłeś burdel w moim sercu, to teraz go posprzątaj. / kashiya
|
|
 |
|
mam gdzieś twoje zdanie, teraz liczy się tylko moje serce./ kashiya
|
|
 |
|
powoli zapominam. o zadaniach, lekcjach dodatkowych, obowiązkach ale o tobie kurwa nie zapominam. / kashiya
|
|
 |
|
wiesz dlaczego się poddałam? nie, nie wiesz. bo jak masz wiedzieć jak nie spędzałeś ze mną czasu, jak masz wiedzieć kiedy miałeś inne zajęcia. kumple ważniejsi. / kashiya
|
|
 |
|
nie mogę ciebie stracić, jak stracę ciebie to powietrze mi też spierdoli. / kashiya
|
|
 |
|
zaparzam słodką, malinową herbatę w moim ulubionym kubku w żaby, w tym zarezerwowanym na nasze spotkania. pamiętam, Ty miałeś swój niebieski, ten z herbem drużyny, której kibicujesz. uwielbiałam, kiedy tuliłeś swoje blade dłonie do jego ciepłych ścian, a kiedy herbata rozgrzewała organizm, Twoje oczy świeciły miodowo-zielonym blaskiem, mówiłeś mi wtedy niesamowite rzeczy, ubierałeś uczucia w niebywały sposób, czarowałeś mnie swoimi słowami. wystarczy, że zamknę na chwilę oczy, a od razu wszystko wraca, widzę Twoje dołki w policzkach, które tak kochałam, do dzisiaj moją twarz wypełnia uśmiech, kiedy pomyślę o tym, jak uroczo marszczyłeś nos, kiedy parzyłeś sobie język. już zawsze smak malin będzie przypominał mi Ciebie, wiesz? i nawet nie wiesz jak to boli, wszystko minęło, już ponad rok piję herbatę sama. a Twój kubek wciąż stoi na szafce przy łóżku. niebiesko-białe wspomnienie najpiękniejszych chwil mojego życia.
|
|
 |
|
siadała przy swoim biurku, wyjmowała czyste kartki i trzy grubości ołówków. tak niewiele wystarczyło, żeby poczuła się lepiej. bezbłędnie, prawie z zamkniętymi oczami szkicowała jego oczy. potrafiła je przelać na papier w każdej sytuacji, w jakiej się znajdował. wie, jak patrzy, kiedy stało się coś niedobrego, jak błyszczą mu się oczy, kiedy opowiada o czymś ważnym, kiedy jest zdenerwowany, kiedy się zamyśli... bardzo dobrze zna jego spojrzenie zarezerwowane tylko dla niej, wtedy oczy mu się tak słodko śmieją. zna każdą plamkę na jego tęczówkach. w swoim albumie ma już kilkadziesiąt par jego oczu. to jej lekarstwo na tęsknotę.
|
|
 |
|
kochałam go najczystszym uczuciem tak, jak małe dziecko kocha swoją ulubioną maskotkę. przez niego rysowałam serca na zaparowanych szybach samochodów stojących pod moim blokiem. obiecałam sobie nie wspominać tamtych miesięcy spędzonych u jego boku. i chociaż nigdy nie łamię obietnic, tę swoją łamię codziennie tysiące razy. Ola, obudź się, do cholery. to skończone.
|
|
 |
|
zawsze różniliśmy się od pozostałych, nie afiszowaliśmy swojej miłości innym. nie lubiliśmy złowrogich spojrzeń ludzi zwróconych na nas, nie robiliśmy niczego na pokaz. nie całowaliśmy się nigdy na środku chodnika w ruchliwym miejscu, a idąc przez miasto delikatnie trzymaliśmy się za ręce. nie rzucaliśmy się w oczy. nie chcieliśmy tego. cieszyliśmy się sobą z całych sił, nie istniało nic wokół, byliśmy tylko my, to wspaniałe uczucie i jego błyszczące, brązowe oczy. chwile szczęścia. lubiliśmy spędzać wieczory w naszych domach, czytaliśmy sobie nawzajem na głos twórczość Kinga, jedliśmy nasze ulubione porzeczkowe cukierki i po prostu napawaliśmy się swoją obecnością. zawsze byliśmy inni. a przez to tacy niezwykli. to takie nierealne.
|
|
 |
|
nasza miłość naznaczyła moje serce Twoim inicjałem, jak kawa wylana na białą suknię.
|
|
|
|