 |
wolę powiedzieć zwyczajowe "kurwa" niż
pierdolić 30 sekund "bardzo mnie irytują
nierówności chodnika, które z nienacka
narażają mnie na upadek"
|
|
 |
byli ze sobą ponad rok , zawsze rano gdy się
obudziła w skrzynce odbiorczej miała już
kilka eesów od niego , tym razem nie
napisał . " pewnie nie ma nic na koncie " -
pomyślała . Następnego dnia rano , gdy
nadal nic nie pisał , pomyślała " a matka nie
chce mu dać , nigdy mnie nie lubiła " -
chciała wierzyć w te swoje myśli , ale rozum
mówił jej zupełnie co innego . Pomyślała , że
da mu czas do soboty , jeśli nie napisze w
sobote o północy pójdzie i skoczy z mostu .
Nie napisał . Stała na ogromnym moście i
patrzyła w dół . " kocham Cie " - krzyknęła i
skoczyła z telefonem w ręku . W momencie
gdy leciała poczuła wibracje w prawej ręce .
" skarbie przepraszam , że nie pisałem ale
matka .. sama wiesz . Kocham Cie " - napisał .
Chciała się jakoś ratować , ale nie dała rady ,
było o pare sekund za późno .
|
|
 |
Na przyszłość jak nie będziesz miał co robić
w nocy , to proszę Cię : nie wpier*alaj mi
się w sny , tylko zajmij się czymś
pożytecznym . nie wiem , śmieci wynieś czy
coś .
|
|
 |
mógłbyś się określić? bo nie wiem czego Ty
kurwa chcesz.
|
|
 |
- ej Księżniczko ! - chyba mnie z kimś
pomyliłeś... - niee. Dla mnie jesteś niewinna
jak Śnieżka, pracowita jak Kopciuszek,
słodka jak Śpiąca Królewna, romantyczna jak
Roszpunka, delikatna jak ' księżniczka na
ziarnku grochu'... - ee. Zbyt wiele bajek ci
mama w dzieciństwie czytała ?
|
|
 |
-eii ,mała ile masz lat ? -wystarczająco tyle by
powiedzieć ci 'wal się'.
|
|
 |
Wczoraj, widząc Cię mijającego mnie, nie
mogłam powstrzymać mojego uśmiechu
do Ciebie . Jeszcze większą radość sprawiło
mi to, że to Ty pierwszy się uśmiechnąłeś i
powiedziałeś to wiele znaczące 'cześć'
|
|
 |
Każdy pyta się mnie jakie mam marzenie.
A co ja mam powiedzieć,
że chciałabym wrócić do tych dni
gdzie spoglądałeś na mnie
z uśmiechem, rozmawiałeś ze mną od czasu do czasu,
bo teraz już nawet cześć nie powiesz
to wolę mówić , że marzę by zjeść pizzę./hermenegildaaa
|
|
 |
[cz.1]"wyjeżdzam" - powiedział, rzucając bilet lotniczy, na stojący przede mną stolik. spojrzałam na Niego z niedowierzaniem, myśląc,że zartuje. "jaja sobie robisz?"-zapytałam, ze skrzywioną miną. "nie. wracam do Polski,rozumiesz? może na jakiś czas, może na stałe"- mówił, rozstrzęsiony. "uspokój się. to się da jeszcze odwołać. możesz zwrócić bilet. przecież masz prace!"- próbowałam Go uspokoić, ale na darmo. "rzuciłem prace..wracam do domu"- powiedział, idąc się pakować. pobiegłam za Nim. "przecież jest jeszcze Ona. kochasz Ją!" - pokazałam na zdjęcie Jego dziewczyny, nie mając już pojęcia jakich argumentów używać. "no właśnie. kocham Ją kurwa. i to mnie wykańcza..Ona mnie zabija rozumiesz? ja się nie mogę uzależnić, nie od Niej, nie teraz"- krzyknął, wrzucając rzeczy do walizki. usiadłam na łóżku, nie mając siły na kłótnie.
|
|
 |
[cz.2] "Michał, co Ty wyrabiasz?"- zaptałam, spokojnie. "czynsz masz zapłacony z góry na trzy miesiące. znajdziesz sobie tu kogoś do wspólnego mieszkania. muszę wyjechac,zrozum. wiesz jak źle znoszę uzależnienia"- odpowiedział, kucając obok mnie. siedziałam,patrząc w ziemię, i próbując powstrzymać łzy. "zostawiasz mnie" - wyszeptałam. "muszę. walczę o swoje życie,zrozum to"- powiedział, przytulając mnie. siedzieliśmy tak przez chwilę, w uścisku, nie mówiąc nic, nie mając na to siły. "chodź, pomożesz mi się spakować"- powiedział, podnosząc się, i biorąc mnie za rękę. wstałam, idąc za Nim. "kocham Cię, wiesz przecież" - powiedział, całując mnie w czoło, i wskazując bym spakowała rzeczy z szafki, która teraz zostanie pusta - podobnie jak Nasze mieszkanie, i moje serce... || kissmyshoes
|
|
 |
kończyłam pisać zamówienie na zapleczu, gdy nagle podszedł do mnie szef. zdziwiłam się, że jest tak wcześnie, bo przecież nawet lokal był jeszcze zamknięty. nagle wyskoczył do mnie tekstem "jesteś zwolniona". przestałam pisać, i spojrzałam na Niego jak na ducha. długo się nie napatrzyłam, bo wyszedł na salę. wyszłam za Nim, dośc mocno wkurzona, a moim oczom ukazał się tort, wielki napis "niespodzianka" i wszyscy znajomi z baru. stałam jak wryta, zastanawiając się czy aby napewno nie jestem jeszcze w łóżku i nie śpię. po chwili szef stał obok mnie, wyjaśniając, że żartował, i mówiąc, że u Nich to tradycja - osiem miesięcy pracy, to tort, i impreza. po chwili piliśmy, bawiąc się, i z uśmiechen na ustach wywieszając na drzwiach baru napis "zamknięte,przepraszamy". dla takich chwil warto żyć - gdy, mimo, że to nie Twój kraj, ludzie traktują Cię jak jego część, i bez problemu przyjmują do swojej społeczności. || kissmyshoes
|
|
 |
to coś w rodzaju pewnego układu. to coś jak kontrakt, podpisany na wieczność. to świadomość, że On nigdy Cię nie zostawi, bo obiecał na zawsze być obok. to pewność, że zawsze poda Ci rękę. to zobowiązanie - do pomagania mu, i chronienia Go. to pewien pakt, pewna przysięga - na wieczność, podpisana wielkimi literami "BRATERSTWO" || kissmyshoes
|
|
|
|