 |
O czym teraz marzysz? – zapytał swoim pięknym głosem. Uśmiechnęła się. – Marzę o kolacji przy świecach, w Paryżu… z Tobą. – Chyba dam radę spełnić Twoje marzenie, jak sądzisz? – Sądzę, że Cię kocham, wariacie –Śmiejąc się, czule go pocałowała. Następnego dnia wchodząc do jego pokoju, ujrzała dziesiątki zapalonych świec i rozłożone talerze. ze zdziwieniem podniosła brew i spojrzała w jego oczy. wziął ją za rękę i kazał jej usiąść. Po chwili przyniósł stos cudownie pachnących cynamonem naleśników. Dopiero wtedy zauważyła, że pośrodku stolika stała niewielka figurka wieży Eiffla. – Jesteś niesamowity, wiesz? – Powiedziała, a on w milczeniu pocałował ją w czoło.
|
|
 |
i to wszystko staję się takie niemożliwe...
|
|
 |
chcę by w końcu było dobrze, chce być chociaż po raz pierwszy szczęśliwa, chcę po prostu być kochana...
|
|
 |
chciałam, być tylko kochana, za dużo wymagam...
|
|
 |
nawet jeżeli gdy wszystko się zaczyna jebać, to nie ma nikogo przy mnie...
|
|
 |
Byłabym najszczęśliwszą osobą gdybym te wszystkie rady, które daje innym sama stosowała.
|
|
 |
już mam dość dławienia się łzami,dość
|
|
 |
wybiegła z domu od ojca pijaka po kolejnej kłótni.na sobie miała bluzkę na krótki rękaw i spodenki. siedziała przed domem, cała się trzęsła. myslała o tym,że to wszystko jest bez sensu,ze jej ojciec do końca życia będzie już pił,a jej miłość ma ją gdzieś.nagle przyszedł On w ręku trzymał 20 czerwonych róż uklęknął przed nią i zapytał czy zostanie jego dziewczyną.odpowiedziała Kocham Cię.wtedy dał jej swoją bluzę i pocałował.wieczór zakończyli długim spacerem.
|
|
 |
cofnij czas, a obiecuję, że wszystko naprawię.
|
|
 |
przyjdź..i nie odchodź,proszę.
|
|
 |
dochodzę do wniosku,że nie mam nikogo.
|
|
|
|