 |
|
ziomek, zluzuj. nie ma co się spinać. bywa, coś się kończy coś zaczyna .
|
|
 |
|
patrzę w lustro i ze zdumieniem stwierdzam, że dla ciebie jestem zbyt zajebista.
|
|
 |
|
z jego strony abstrakcyjna miłość. z mojej chuj, nie miłość.
|
|
 |
|
wszystkie zawistne kurwy dają siłę do działania.
|
|
 |
|
jest Ci trochę szkoda że było coś między Wami, uspokajasz oddech standardowo procentami..
|
|
 |
|
mówisz , że to jebany margines społeczny - bo ćpają, piją , rozwalają przystanki, napierdalają się na środku drogi, wyrywają ławki, malują po murach, chodzą w kapturach na głowach i odpierdala im szajba ? chuj mnie to boli - ja kocham tych zdemoralizowanych ludzi, i zabiłabym za te mordy.
|
|
 |
|
weź się nie buzuj, weź wyluzuj!
|
|
 |
|
i teraz zastosuje twoją taktykę i pokażę Ci jak to boli.
|
|
 |
|
kocham spotykać cie przypadkiem. moge ci wtedy pokazać moją udawaną obojętność w stosunku do ciebie. obojętność wyćwiczoną przed lustrem. że wcale nie boli mnie serce. że wcale nie przechodzą mi dreszcze po całym ciele. że wcale nie ściska mi się gardło na widok twojego uśmiechu... cholera! nadal nie moge o tobie zapomnieć.
|
|
 |
|
wzeszło słońce wróciła rzeczywistość.
|
|
 |
|
zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.
|
|
 |
|
patrzę na Ciebie, Ty na mnie, taki instynkt, codziennie walczę, trudno się tego wyzbyć.
|
|
|
|