Patrzył jak walczę ze sobą, wiedząc, że nie jestem nawet w połowie tak twarda, za jaką chcę uchodzić, wiedząc, że nie mam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić i na kim się oprzeć. Był świadom, że teraz nie chcę szukać u niego wsparcia. Rozumiał to wszystko, a jednak wyszeptał: Chodź tutaj, i przyciągnął mnie mocniej. Uległam bez żadnego oporu, ta silna, niezależna Zosia. Oparłam głowę na jego ramieniu, czułam, że oboje pasujemy do siebie idealnie, jak dwie połówki tej samej całości. Było mi wygodnie. Panujący wokół hałas i zamieszanie zdawały się odsuwać w odległe tło. Przeciągnął dłonią po moich włosach i pocałował mnie w skroń. Po raz pierwszy od tylu lat, poczułam się spełniona. "Jestem tu z Tobą, mam Ciebie." - powiedział.
|