 |
|
On szeptał czułe słowa, namiętnie tak całował,
Dziś ma już inną w planie
|
|
 |
|
ja łapie balans, z kredensu woła Jack Daniels
a cały świat wita mój środkowy palec
|
|
 |
|
często ci najbliżsi sieją za plecami ferment
|
|
 |
|
szukam ukojenia w rymach głupot, nie rozkminiam
|
|
 |
|
wielu woli sie zalać, bo świat jest zbyt straszny,
w poszukiwaniu szczęścia wyruszają na dno flaszki
|
|
 |
|
samotność i pustka, rzeczywistość szara,
zdeptane sumienie mara, paranoja, marazm
|
|
 |
|
obudź mnie zanim umre, uczyń bym nie był ślepy,
wygoń te chore myśli i zmień priorytety
|
|
 |
|
Chowam miłość, zabieram problemu esencję.
|
|
 |
|
Skazany na cierpienie, miłość płonie we mnie stale
|
|
 |
|
Choć wiem, że nie zetkną się już nasze ręce
Odchodzę stąd, choć tak naprawdę odejść nie chcę
|
|
 |
|
Zacisnąć pięści i ostatnią prostą pokonać.
|
|
 |
|
Ja żegnam Cię dziś, biorąc na siebie wszystko
Już dłużej nie będzie mnie blisko.
|
|
|
|