 |
|
nie ma nic piękniejszego niż moment kiedy w życiu pierdoli Ci się dosłownie wszystko, a Ty masz tą jedyną osobę na której możesz polegać. tą do której dzwonisz w środku nocy, a ona boso przybiega pod Twój blok bo z rozpędu zapomina o butach. przytula Cię. niby prymitywny gest, a potrafi zdziałać tak nie zwykle wiele. osoba, która potrafi doprowadzić Cię do ataku śmiechu chociaż od samego rana masz ochotę wybuchnąć spazmatycznym płaczem. ta, dzięki której przez chwilę zapominasz o bagnie w którym toniesz i zaczynasz się łudzić, że ten cały burdel ma jakikolwiek sens.
|
|
 |
|
krzyczał na nią. wyzywał od najgorszych. wziął za ramiona i w amoku zaczął ją szarpać. przycisnął do ściany, krzycząc w twarz, że nie jest nic warta. słowa nie bolały, wyzwiska również. najbardziej jednak bolała świadomość, że chociaż powinna, nie potrafi go znienawidzić. w końcu zadał jej cios na tyle mocny, że osunęła się po purpurowej ścianie i upadła. kucnął nad nią cedząc przez zęby kolejne wyzwiska. - przytul mnie. - wyszeptała rozhisteryzowana. popatrzył na nią zdezorientowany. objęła go, a on w końcu zamilkł.
|
|
 |
|
Ten czas kiedy jestem przy Tobie, kiedy leże obok ciebie wtulona w Ciebie jak małe dziecko, czuję się wtedy tak bezpiecznie. Bedąc obok mnie przybliżasz mi niebo na wysięgnięcie ręki. Nie widziałam cię 4 dni, 4 cholerne dni kipiące tęsknotą. Ale jutro w końcu Cię zobacze i znowu mój szczery uśmiech zawita na mej twarzy, moje serce będzie promienne jak zawsze kiedy jesteś obok. Dziękuję Ci za te wspaniałe chwile, dni, godziny, a nawet minuty i sekundy razem, za setki tych wspaniałych czułych słów, które powodują, że moja krew się gotuje. Za tysiące gestów, którymi pokazujesz jak bardzo mnie kochasz.
|
|
 |
|
Dlaczego kocham faceta który za każdym pierdolonym razem mnie rani, który uważa że to mu wszystko wolno a ja jestem kolejnym śmieciem w jego życiu i tylko mogę pojawiać się w łóżku...czuję się wykorzystaną suką ... po co te sztuczne łzy w twoich oczach? Po co te nastawianie tak wielu osób przeciwko mnie ? Ja tego nie robię bo już dorosłam co do takich rzeczy, ale widać ty jesteś nadal małym pierdolonym szczeniakiem który zamiast wpierdalać się pobawić do łóżka powinien jeszcze zaliczać piaskownicę . Nienawidzę takich dni jak te , kiedy przychodzę i ryczę całą noc, czuję się wtedy jak w wariatkowie , tak w mojej głowię zaczyna się jeden wielki burdel. A rano w staję jak zajebana z bólem głowy podkrążonymi oczami . i moja psychika jest równa zeru.
|
|
 |
|
Dlaczego kocham faceta który za każdym pierdolonym razem mnie rani, który uważa że to mu wszystko wolno a ja jestem kolejnym śmieciem w jego życiu i tylko mogę pojawiać się w łóżku...czuję się wykorzystaną suką ... po co te sztuczne łzy w twoich oczach? Po co te nastawianie tak wielu osób przeciwko mnie ? Ja tego nie robię bo już dorosłam co do takich rzeczy, ale widać ty jesteś nadal małym pierdolonym szczeniakiem który zamiast wpierdalać się pobawić do łóżka powinien jeszcze zaliczać piaskownicę . Nienawidzę takich dni jak te , kiedy przychodzę i ryczę całą noc, czuję się wtedy jak w wariatkowie , tak w mojej głowię zaczyna się jeden wielki burdel. A rano w staję jak zajebana z bólem głowy podkrążonymi oczami . A mój stan emocjonalny jest równy zeru.
|
|
 |
|
Byli ze sobą około 3 lat. Mieszkali blisko siebie więc byli cały czas ze sobą. Rodzicie wiedzieli, że w sobie zakochani i nie mieli nic przeciwko, żeby byli razem. Mieli po 17 lat. Ona się uczyła bardzo dobrze, a on jak to chłopak nie bardzo, ale jakoś zdawał. Pewnego dnia zaszła w ciąże, była w szoku, nie wiedziała co ma zrobić. Mieli dopiero 17 lat i już zmarnowane życie. Zadzwoniła do niego, żeby do niej przyszedł. Zjawił się bardzo szybko powiedziała mu co co chodzi.dostał szału, uderzył ją. próbowała uciec zaczął ją szarpać wyszła na klatke schodową, zaczeła krzyczeć zeby ktoś ją uratował, zepchnąl ją ze schodów. straciła przytomność. Sąsiadka zadzwoniła po pogotowie. Gdy ją zabrali było już za późno, dziecka nie udało się uratować. Po kilku dniach wypisali ją. Wpadła w depresje, gdy zobaczyła go wpadła w szał, nienawidziła go za to co zrobił. Chociaż z początku nie chciała tego dziecka, zdążyła je pokochać , a on? miał ją wspierać przecież to było jego dziecko.
|
|
 |
|
dbaj o samego siebie, miej szacunek do życia. poszukuj nowych dróg, szczęście za rogiem czyha, dbaj o relacje z Bogiem, jakkolwiek Go nazywasz. szanuj każdy dzień, nie zgub się w narkotykach. panuj każdy krok, chaos potrafi zabijać. dbaj o swoje imię, nie poniżaj innych. szanuj biednych i słabszym nie wyrządzaj krzywdy. nie pożądaj żony bliźniego swego, nigdy. i nie zarządzaj ciałem, by należało do wszystkich. wystrzegaj się grzechów, tak jak nienawiści i stosuj się do reguł, choć los bywa przykry. nie przeliczaj nigdy przyjaźni na cyfry i nie rozliczaj bliskich za błędy z przeszłości. naucz się wybaczać, kochaj ponad miarę. szanuj. doceniaj. życie jest wielkim darem!
|
|
 |
|
stanęliśmy przed drzwiami jego domu. wyszła jego mama dziękując, że przyjechaliśmy i ostrzegając, że jest z nim źle. weszliśmy do jego pokoju, cały stolik był zawalony puszkami po piwie, na podłodze i parapecie po dwie popielniczki pełne petów, on siedział na kanapie z przygotowaną kreską na stoliku, twarz miał całą zadrapaną i posiniaczoną. - Paweł.. - wyjąkałam siadając obok niego i przytulając go. rozpłakał się, pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy. - jak jest? - zapytał. - jakoś dajemy radę. - syknęłam. odpalił szluga i wyszedł na balkon, kumpel poszedł za nim przegadując mu, żeby się wziął w garść. wszedł do pokoju i robiąc zamach zwalił wszystko ze stołu krzycząc, że nie zamierza normalnie żyć kiedy jego przyjaciel nie żyje. spojrzałam w jego zjarane oczy i nie poznałam go, to nie był ten sam wiecznie uśmiechnięty koleś który zawsze miał dużo do powiedzenia, to był załamany i zdołowany chłopak który obwiniał każdego za śmierć przyjaciela.
|
|
 |
|
Nie zliczysz, ile razy mówiłaś, że jest okej, a tak naprawdę rozpierdalało cię od środka. Nie zliczysz, ile razy uśmiechnęłaś się, chociaż miałaś ochotę płakać jak dziecko. Nie zliczysz, ile razy oszukiwałaś samą siebie, że on cię kocha. Nie zliczysz, ile razy spierdoliłaś coś, na czym ci cholernie zależało. Nie zliczysz, ile razy miałaś ochotę umrzeć, zapaść się pod ziemię, po prostu zniknąć. Nie zliczysz, ile razy tak bardzo pragnęłaś być szczęśliwa, a za każdym razem znowu coś stawało ci na drodze. Pewnych rzeczy nie da się policzyć, bo niektóre błędy popełniamy zbyt często.
|
|
 |
|
Znowu zaciskam pięści, głęboki oddech i do przodu..
|
|
 |
|
Ta szydercza pustka... brak jakichkolwiek koncepcji na najbliższe sekundy, na jutro, na resztę życia.
|
|
 |
|
Ja już nie żyję, ja tylko pozornie pobieram tlen do płuc.
|
|
|
|