 |
|
wyciągałam Go z imprezy całego zlanego chwiejącego się na boki, dzwoniłam po taksówkę i kładłam Go w swoim łóżku pilnując póki nie zasnął, a następnie zajmując kanapę w salonie. robiłam Mu rano mocną czarną kawę opowiadając miniony dzień jednocześnie nie przepuszczając przez gardło żalu, jaki miałam o Jego zachowanie. wymyślałam Mu wymówki dla rodziców - że został u mnie na noc, bo ogarnialiśmy jakieś filmy, czy zwyczajnie się zasiedział. zawsze przyjmowałam Go z otwartymi ramionami, tak aby miał pewność, że bezwarunkowo może na mnie liczyć. ja, ta egoistka, która nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa, w Jego mniemaniu.
|
|
 |
|
siedzieliśmy u mnie - krople deszczu uderzały o parapet charakterystycznym stukotem, dało się już słyszeć pierwsze grzmoty. objął mnie ramieniem. - czemu to służy? - syknęłam strząchając Jego rękę. - myślałem, że... - zaczął, ale w efekcie zmieszany przygryzł tylko wargę. - nie, nie boję się. nie widzę w burzy nic strasznego, w przeciwieństwie do Twoich byłych, niech zgadnę? - wybuchnęłam z cwaniackim uśmiechem, który mimowolnie zniknął na Jego krótkie 'zaczekaj', po czym nie wziąwszy nic ze sobą wybiegł przed dom. stanęłam w progu przyglądając się jak stoi po środku mojego trawnika, a w tle za Nim majaczą pioruny. - głupku, chodź tu. - pisnęłam chrapliwie przywołując Go do siebie gestem dłoni. - wciąż się nie boisz? - zapytał lustrując mnie spojrzeniem. - burzy się nie boję. o Ciebie cholernie.
|
|
 |
|
- uśmiechnij się. - polecił muskając opuszką palca mój policzek. zagryzłam dolną wargę spuszczając wzrok. nie chciałam, żeby patrzył, nie tak wnikliwie obserwując każdą łzę napływającą do moich oczu. - nie wiedziałam gdzie jesteś. - wymamrotałam cicho zaciskając dłoń na Jego nadgarstku. - nie wiedziałam co się z Tobą dzieje, jak sobie radzisz i czy a nuż mnie nie potrzebujesz. czy wciąż palisz, czy grzejesz jak dawniej. nie wiedziałam nic... a wiłam się z bólu, co noc. niewiedza boli najbardziej... - skierowałam wolną rękę do tylnej kieszeni Jego jeansów i po kształtach rozpoznałam paczkę fajek. - wciąż palisz. - szepnęłam przełykając ślinę, żeby chwilę później znów spojrzeć w Jego źrenice. - i wciąż masz tamto spojrzenie. puste. - dodałam, i nie chcąc przedłużać tej chwili ukryłam twarz w Jego bluzie wtykając nos w zagłębienie obojczyka. - słyszę, jak bije Ci serce. przynajmniej wiem, że żyjesz. - mocniej zabiło Mu serce.
|
|
 |
|
zacisnęłam dłoń na bluzie naszego wspólnego kumpla. - powiedz mi, gdzie On jest. - syknęłam mierząc Go twardym spojrzeniem. - nie chcesz wiedzieć. - pokręciłam głową. - muszę wiedzieć. - westchnął pod nosem po czym podał mi kask, drugi wcisnął sobie na głowę. wyciągnął motor z garażu, a kiedy już na Niego wsiadł - usiadłam za Nim. mknąc kolejnymi ulicami w efekcie dotarliśmy na miejsce. - cholera... żartujesz. - szepnęłam hamując łzy. - chciałbym żartować. - odparł biorąc mnie za rękę i ściskając ją mocno w swojej. chwilę później zaprowadził mnie do celu, a ja byłam pewna, że nigdy nie chciałam się tu znaleźć. Jego imię, nazwisko, data narodzin i śmierci. zachmurzone niebo rozdarł mój krzyk, i nie czułam nawet spadających kropel deszczu uderzających boleśnie o moje ciało. - chodź. - prosił, jednak już nie słuchałam. moje serce umarło.
|
|
 |
|
wiesz, że kocham jak się uśmiechasz ? tak bardzo kocham widzieć Twój uśmiech. kocham Cię; za ten śmiech, który rozbrzmiewa wokół. uwielbiam Twój śmiech. jest taki szczery. kocham Cię; za te oczy którymi patrzysz na mnie, i płaczesz nimi razem ze mną, gdy jest mi źle. kocham Cię; za to, że akceptujesz mnie i nie chcesz zmieniać. dla Ciebie jestem idealna. kocham Cię; za to, że nigdy nie pozwalasz mi się poddać. gdy upadam, pomagasz mi wstać i walczyć. kocham Cię; po prostu za to, że jesteś. przy Tobie nie muszę nikogo udawać, mogę wybuchnąć płaczem. nie zapomnę niczego co dla mnie robisz. a robisz tak wiele. jesteś takim moim promyczkiem nadziei. tak bardzo uwielbiam spędzać z Tobą czas. z dnia na dzień uczymy się czegoś nowego. uczymy się na błędach. choć nie zawsze razem.
|
|
 |
|
Poznali się w szpitalu. Zaczeli ze sobą rozmawiać, rozmowy stawały się coraz dłuższe. Po wyjściu ze szpitala spotykali się, jednak oboje wyczuwali, że nie ma między nimi uczucia jakie by chcieli. Rozstawali się z sobą dwa razy, a jednak nie mogli bez siebie żyć. Drugie rozstanie trwało długo i uświadomiło im, że nie mogą bez siebie żyć. Teraz są ze sobą 3 raz, ale nie widzą świata poza sobą. Zrozumieli, że się na prawdę kochają. Są razem 7 mieśięcy i jest to najlepszy czas w ich życiu.
|
|
 |
|
Zapomnij kim byłam wczoraj, zapomnij o wszystkim co powiedziałam, każde słowo niech wyparuje z Twojej głowy, zapomnij o wszystkich obietnicach, zapomnij że w ogóle byłam, że mnie poznałeś, że pojawiłam się w Twoim życiu, zapomnij że żyłam. Zapomnij !
|
|
 |
|
Jeszcze niecały rok temu byłam zwykłą nastolatką, ciągle się uśmiechałam i śmiałam z byle czego, cieszyłam się z życia, każdą chwilą, odwzajemniałam każdy uśmiech obcych ludzi, sprawiałam, że każdy dzień był wyjątkowy niezapomniany, płakałam jedynie z radości i ze śmiechu. Ludzie patrząc na mnie sami się uśmiechali, łzy od razu schły na ich policzkach, wszyscy mówili, że wesoła, młoda , dziewczyna, ciesząca się życiem, no i kiedyś tak było. A teraz ? Patrzą i nie wierzą w to co widzą, już nie ma tamtej dziewczyny, teraz jest wrak człowieka, blada skóra, wory pod oczami, łzy spływające po policzkach, brak uśmiechu, brak chęci do życia. Teraz jej życie wypełnia alkohol, fajki, narkotyki i żyletka. Jej ciało pokrywają liczne rany. Ludzie idą i kręcą głową, zastanawiają się dlaczego taka młoda dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo, jak się tak szybko zmieniła? A ja po prostu zostałam zniszczona, już nie widzę sensu w życiu, chcę zniknąć, umrzeć. Dla mnie to już koniec.
|
|
 |
|
- Nie potrafię - szepnęła. - Nie potrafię budzić się codziennie z myślą, że zwyczajnie go nie ma. Że odszedł. - ledwo wydusiwszy z siebie ostatnie słowo widziałam jak łzy spływają jej po policzkach. Przytuliłam ją najmocniej jak potrafiłam. Odepchnęła mnie niezdarnie, jakby chciała w ten sposób powiedzieć mi, że jest wystarczająco silna by powstrzymać nową falę łez. Nie wiedziałam, który raz z kolei dzisiaj patrzę jak płacze. Za każdym razem słowa nie przynosiły skutku, moje ramiona nie pomagały tak jak kiedyś. Czułam się bezsilna wobec niej. Cholernie zła, że nie jestem wstanie nic zrobić. Jeszcze raz szepnęłam jej do ucha parę ciepłych słów, po czym ponownie ją objęłam. Tym razem sama wtuliła się we mnie mocniej. Nie minęło kilka sekund gdy ponownie cisza zamieniła się w jej cichy płacz.
|
|
 |
|
To wszystko zbyt mocno we mnie siedzi. Ile razy wstawałam i próbowałam się nie poddać już nie zliczę. Codziennie potykam się o własne wspomnienia. Żyjąc przeszłością niszczę sobie własną teraźniejszość. I nie . Nie będzie dobrze . Przynajmniej nie teraz kiedy czuję jak wszystko znowu do mnie wraca. Wspomnienia z nim związane nie dają mi spokoju. Brakuje mi słów czasami do opisania tego jak się czuję. Bywają takie momenty w których nawet jest mi ciężko oddychać a myśli nie potrafię posklejać. Mam wrażenie, że długo tu nie zostanę. Straciłam nie tylko jego. Straciłam również w tym wszystkim siebie.
|
|
 |
|
Zawsze widywała go na starej odrapanej ławeczce otoczonej zielonymi krzakami. Wokół same bloki a pośrodku nich ławka i stary parking. Wspomnienia jakie wiązała z tym miejscem codziennie zadawały jej ból. A jeszcze mocniej cierpiała widząc go w tym samym miejscu. Kolejny raz zdawała sobie sprawę z tego, że musi przejść koło tego miejsca i udawać, że to nic dla niej nie znaczy. Biorąc głęboki wdech jeszcze raz zmierzyła wzrokiem jego siedzącą postać i przygryzając dolną wargę ruszyła przed siebie. Wsłuchując się w odgłos własnych kroków które odbijały się echem o stare mury otarła rękawem policzek po którym pociekła łza kiedy zostawiła za sobą starą ławkę razem z nim. Czuła jak na nią patrzy. Słyszała jak ją woła, cicho, ale wołał za nią. Po policzkach znowu spłynęły jej łzy. Nie miała nawet sił by je otrzeć. Nie odwróciła się, ani nawet nie przystanęła na chwilę. - Nie tym razem - szepnęła do siebie. - Nie dam mu się ponownie skrzywdzić.
|
|
 |
|
Miała 15 lat poznała go na imprezie, była z przyjaciółką. Patrzyła tylko na niego. Uśmiechał się do niej. Poprosił ją do tańca, oczywiście się zgodziła. Tańczyło im się świetnie, a potem zaczeli rozmowe. Kilka dni później spotkali się. Ona cały czas o nim myślała. Pewnego dnia zapytał czy zostanie jego dziewczyną, oczywiście zgodziła się, kochała go. Jednak zaraz jak zostali parą wszystko się popsuło. Nie dzwonił już do niej tak często, a gdy chciala się spotkać był bardzo zajęty. Wpadła pewnego dnia żeby zrobić mu niespodziankę jednak to co zobaczyła doznałą szoku, nie wiedziała co ma zrobić. Przespał się z jej przyjaciółką. Nawet nie wie jak doszło do ich spotkania przecież nawet ich sobie nie przestawiła. Wybiegła stamtąd. Próbował ją złapać, jednak ona nie chciała słuchać jego tłumaczeń. Poszła do domu wzieła żyletki i pocieła się. Gdy jej mama przyszła było juz zapóźno. Nie dało jej się uratować.
|
|
|
|