 |
Zaufanie to pewność, że ktoś nie zawiedzie Cię z premedytacją . Ale jak zaufać skoro do tej pory wszyscy zawodzili ? / aneczka_xdd
|
|
 |
Kiedyś łatwiej się zaczynało zaufanie , teraz wraz z zaufaniem przychodzi masa niepewności . Zbyt dużo działo się w jej życiu , by pozwoliła sobie na jednostronną miłość . / aneczka_xdd
|
|
 |
Już dawno pogodziła się z byciem popapraną i błądzącą . A otem przyszedł On i chciała być lepsza , ale nie umiała . Zbytnio przesiąkła złem poprzedników . / aneczka_xdd
|
|
 |
Zabijało ją trwanie, bo zabijała kogoś . Zabiłoby ją odpuszczenie, bo zabiłaby Jego . / aneczka_xdd
|
|
 |
Chciała odejść, żeby więcej nie ranić . A to odejście mogło zranić najbardziej . / aneczka_xdd
|
|
 |
Zniszczyła ją przeszłość. Ona niszczy przyszłość. Złamali ją, a ona usilnie próbuje się podnieść , co nie daje pozytywnych wyników. / aneczka_xdd
|
|
 |
Raniła non stop, zawodziła Go niewyobrażalnie często, a przecież jedyne czego chciała, to Jego szczęścia i uśmiechu, który zabierała swoją niepewnością . / aneczka_xdd
|
|
 |
Im bliżej jesteśmy, tym dalej odchodzimy. / aneczka_xdd
|
|
 |
Przychodzi tu. I pisze. Zbłąkana dusza. Pragnąca, by ktoś ją wysłuchał. Zbyt nieśmiała, by poprosić o to głośno. Przepełniona obawami, że w bezpośredniej konfrontacji spotka się z odrzutem. Szyderczym śmiechem, który wykpi jej nadzieje na zrozumienie.
|
|
 |
Irracjonalne jest to, że pojawiam się tu znienacka, po półtora roku, żeby napisać jedynie te kilkadziesiąt słów i na nowo zniknąć. Jestem osiem lat starsza, niż w momencie, kiedy pojawiły się tu moje pierwsze teksty - i pewnym faktem jest to, że ta strona i ten profil wciąż we mnie żyje, jako początek czegoś, co mocno mnie kształtowało i budowało jako człowieka. Czuję się tak jakbym chodziła po opuszczonym cmentarzu, gdzie leży tylko to, co materialne, ale tak wyraźnie odczuwasz to, co wewnątrz... :)
|
|
 |
Gdzieś mam jego przeszłość, bo pamiętam swoją. Gdzieś mam to, co mówią o tym, jaki potrafił być - ja też nie świeciłam przykładem. Ranił, łamał serca, pozostawiał po sobie bałagan... i dzisiaj powinnam może obawiać się, że to samo zrobi tu, w moim życiu. Sęk w tym, że ja też bez głębszych słów wyjaśnień oświadczałam, że "to nie to" i wypisywałam się z czyjegoś jutro, które tak skrzętnie planował z moim udziałem. Odwracałam się na widok łez, nic sobie z nich nie robiąc. Zgasiłam empatię. Zobojętniałam na uczucia innych. Poszliśmy w dalszą podróż z życia - z takimi bagażami. Absolutnie nienastawieni na to, że w naszej relacji możemy napotkać na coś wartego uwagi na dłużej, ale zaciekawieni tym, co może nam dać. Minęły setki wspólnych dni, siedzimy w tym samym pociągu życia, a na każdej stacji wysiadamy razem, żeby zobaczyć i doświadczyć jak najwięcej - ale wspólnie.
|
|
 |
Najtrudniej jest liczyć do dwudziestu czterech. Doba ma cholernie trudny wymiar, bo czujesz ciężar każdej przemijającej godziny - dzisiaj, w dniu który się nie powtórzy, nie wróci. Liczeniu do dwudziestu czterech towarzyszy przemijanie i umykająca szansa. Wewnętrznie czujesz, że powinieneś wykorzystać moment, wziąć się w garść, pójść po "swoje". Tylko co jest "twoje"? W każdych kolejnych dwudziestu czterech godzinach błyska pytanie, jak je przeżyć, by znów nie znaleźć się w martwym punkcie, gdzie po prostu nic nie wiesz. Teraz upijasz łyk herbaty, dwudziesta trzecia trzydzieści. Za moment minie kolejna pełna doba, położysz się do łóżka, zamkniesz oczy i pomyślisz o swoich marzeniach. Przyjdą kolejne dwadzieścia cztery godziny - czy odważysz się zawalczyć o to, by nie marzyć... a wspominać?
|
|
|
|