 |
|
Nie przyznawaj się pierwsza, że kochasz. Facet to facet. Potrafi Twoje uczucia perfidnie wykorzystać.
|
|
 |
|
Minął rok. Cały rok. 365 dni, 52 tygodnie, 12 miesięcy, 8 760 godzin, 525 600 minut i 31 536 000 sekund. Minął rok, a ona nadal egzystowała tchnieniem nadziei. Każdego dnia wstawała, ubierała się, jadła i próbowała żyć. Każdego dnia na nowo zaczynała kolejny dzień, chodziła do pracy, a nawet się uśmiechała. Każdego dnia na nowo próbowała nowych przeżyć; każdego dnia zapominała. Zapominała o tym, co wydarzyło się rok wcześniej. Każdego dnia. Podczas długich godzin i jeszcze dłuższych minut. Zapominała. Że kochała. Zapominała, wyrzucając z głowy wspomnienia podczas dłużących się sekund. Mógł minąć rok, dwa, a nawet i trzy, ale on dalej pamiętała jego twarz, ponieważ jej serce trzepotało, gdy zaglądała mu w oczy będąc obok. Minął rok, a ona dalej nie potrafiła zapomnieć.
|
|
 |
|
nie chcę mówić , że cię nie kocham . to byłoby największe kłamstwo które wypłynęło z moich ust .raptownie
|
|
 |
|
nie wiem dlaczego się oszukuję , że będzie dobrze , skoro widzę bijące z twoich oczu szyderstwo kiedy kierujesz swój wzrok na mnie . łzy wtedy zamazują mi twój obraz bo pamiętam , że kiedyś było w tym spojrzeniu pełno miłości i podziwu .raptownie
|
|
 |
|
czasem wydaje mi się że popełniam więcej błędów niż ktokolwiek inny na tym świecie , jestem rotrzepana , czasem przemawia przeze mnie egoizm . Bywam wredna , impulsywna , nieprzewidywalna . Ale ty , mimo tych wszystkich złych cech dalej mnie kochasz . I udowadniasz każdego dnia jak cholernie jesteś mnie wart .raptownie
|
|
 |
|
nigdy świadomie mnie nie krzywdził , nie zdradził , kochał mnie do końca , nigdy nie oszukał . i mimo tego , że mnie rzucił , że tak skrzywdził moje serce jestem mu wdzięczna , że do końca był fair i nawet teraz potrafi spojrzeć na mnie i powiedzieć mi ' cześć '. nie dotyka mnie by nie wywołać niepotrzebnych uczuć . ale potrafi mnie szanować . i to jest prawdziwy mężczyzna . nie Chuj który udaje że mnie nie zna , nie widzi . raptownie .
|
|
 |
|
gdyby tak można było wymazać gumką uczucia z serca . ale uczuć nie pisze się ołówkiem tylko grubym markerem . raptownie .
|
|
 |
|
zaczaruj mnie swoją osobą . nie swoim stylem , kasą , udawaniem skurwysyna . raptownie ./
raptownie
|
|
 |
|
Piórko. Małe, puszyste białe piórko. Życie czasami jest właśnie takie… ulotne. I w żadnym wypadku nie jest zależne od nas. Prowadzi się swoimi zasadami i tylko od nich zależy każdy rozdział jego książki. Ono po prostu chce, żebyśmy kochali. Chce, żebyśmy potrzebowali… nieznanego.
|
|
 |
|
sam zajmując miejsce, na którym przed chwilą siedziała. Jej aksamitne dłonie badały każdy centymetr jego placów. Długie paznokcie zadały mu ból, kiedy całował zagłębienie jej obojczyka. Pragnął jej. Powędrował ręką pod koszulkę, którą miała na sobie. Jej skóra była zimna, więc westchnęła gdy jego ciepłe dłonie jej dotknęły. Błądził pocałunkami po jej delikatnej skórze gdzieniegdzie zostawiając po sobie ślad. Była całkowicie rozluźniona, nie miała siły się bronić. Oboje pragnęli tego równie mocno. Nie pytał jej o zgodę. Zaniósł ją do swojej sypialni i ułożył wygodnie na królewskim łożu.
- Po prostu daj się ponieść. 2/2
|
|
 |
|
- Przepraszam. - usiadł na oparciu siedzenia. Nie patrzył na nią. Ogień wydawał mu się niesamowicie interesujący w tym momencie. - Za przywłaszczenie sobie mojego telefonu? - Nie, za pocałunek.
- Ah… - nerwowo przygryzła wargę. - Nie masz za co przepraszać. Nie codziennie całuje mnie ktoś taki jak Ty. - zaśmiała się krótko. - Chciałbym to zmienić. - odważył się na nią spojrzeć.
Ich twarze znalazły się niesamowicie blisko siebie. A ona wstrzymała oddech na chwilę.
- Ciiiii… Nic nie mów. Po prostu pozwól mi przez chwilę być normalnym, zakochanym chłopakiem.
Kiedy zobaczył w jej oczach akceptację, lekko chwycił ją za podróbek i złożył na jej ustach drugi tego dnia pocałunek. Pieszczota z początku delikatna zaczęła przeradzać się w coś namiętnego. Ona nie opierała mu się. Poddała się. On zaczął całować linie jej żuchwy po czym przeniósł się z pieszczotami na jej szyję. Silne ręce chwyciły jej biodra i posadził ją na swoich kolanach 1/2
|
|
 |
|
- Masz. Jeszcze się przeziębisz i będę miał wyrzuty sumienia, że po ciebie nie pojechałem. - obdarował ją radosnym spojrzeniem. - Nie musisz, nie zostanę długo. W zasadzie to swego rodzaju pożegnanie. Ja oddam ci to, co należy do ciebie, a ty oddasz mi moją własność. Pójdziemy każdy w swoją stronę i… Nie skończyła. Jego ciepłe dłonie ujęły jej twarz, a malinowe wargi przerwały potok wypływających z jej ust bzdur. Marzył o tym od kiedy pierwszy raz ją zobaczył. Wiedział, że telefon, w którego posiadanie wszedł przez przypadek, doprowadzi go do niej. Smakowała jeszcze lepiej niż sobie wyobrażał. Nigdy wcześniej nie kosztował tak słodkich ust. Czuł, że pasuje do niego idealnie. Jej zimne ciało przy jego. Wiedział, że chciała tego samego. Zawładnął nią w takim samym stopniu jak ona nim. Nie chciał przerywać tej cudownej pieszczoty, ale czajnik zasygnalizował, że woda już się zagotowała. Chciał to zignorować, ale ona powoli odsunęła się od niego. - Zostań. - wyszeptał błagalnie.
|
|
|
|