 |
|
Pamiętasz jak kiedyś powiedziałam Ci, że będę Cię kochać zawsze i wszędzie? To mogę Ci jeszcze powiedzieć, że po tym pierdolonym rozstaniu nic się nie zmieniło. Dalej Cię kocham, dalej to mnie niszczy. | eveelin
|
|
 |
|
po twoim dotyku mam dreszcze. gdy jesteś obok mnie, nic innego się nie liczy. jesteś teraz tylko TY. // szeejk
|
|
 |
|
pokochałam od samego początku ten uśmiech. jest taki szczery. nie wymuszony jak inne. // szeejk
|
|
 |
|
ty. w moim łóżku. NOW. // szeejk
|
|
 |
|
A teraz pytam, gdzie są Ci, którzy mieli być na zawsze? // maaaaaaaaaagdaaa
|
|
 |
|
-cześć, kochanie. wpadniesz do mnie na obiad? - zapytałam swojego chłopaka, dzwoniąc do niego. - tak, oczywiście - poczułam, że się uśmiecha, mimo że go nie widziałam -a co twoja mama na to? - dodał po chwili, trochę zakłopotany. -jestem sama w domu. - odpowiedziałam, ciesząc się na samą myśl o wspólnym obiedzie - więc w taki razie co przygotować na obiad? co powiesz na spaghetti? hm, a na deser... -a na deser chcę ciebie - powiedział, nie dając mi dokończyć -kocham Cię skarbie, będę za pół godziny - w tym momencie się rozłączył, a ja poczułam że w moim brzuchu na dobre już zadomowiły się motylki. .// szeejk + eveelin ♥
|
|
 |
|
-no napisz do niego - namawiała mnie przyjaciółka - on wie, że masz się odezwać. -spoko napiszę jak tak chcesz. -Ty też tego chcesz. odezwałam się do niego. -jesteś ładna, ogarnij się i nie pierdol głupot-napisał mi któregoś dnia, gdy narzekałam, że wyglądam dziś jak zjeb. ćpun, jebany bajerant. wiedziałam co robię. brak numeru z plusa uniemożliwił mi kręcenie, odpuściłam, ale któregoś dnia przyjaciółka napisała do niego i wpadł z kumplem na boisko. jakimś cudem zostaliśmy sami. -idziemy na spacer?-zapytał mnie nieśmiało. poszliśmy. robiło się zimno, mimo tego, że był maj. spojrzałam w jego naćpane oczy. -weź, bo zrobię coś złego-wyszeptałam. -a co? -pocałuję Cię. -spoko, zrób to. jego usta były coraz bliżej moich, prawie zemdlałam. spędziliśmy sami cały wieczór, było jak w bajce. raz, drugi, trzeci. a potem sen się skończył.
|
|
 |
|
czekałam na kumpelę, gdy podszedł. -cześć, masz fajkę? - powiedział. w sumie poznaliśmy się kilka dni temu, spojrzałam w jego czekoladowe oczy, ładny chłopak z niego, tyle, że trochę młody. -spoko, możemy iść zajarać, ale na schody, bo moja babka może iść z psem. -spoczko, skończę partyjkę. obserwowałam jak gra w kosza. mała czekoladka. wydawał się być w porząku. pięć minut później poszliśmy zapalić. -dzięki za szluga, mentole palisz? -no, a tak jakoś wychodzi. babą jestem, babskie pety palę - wysłałam mu firmowy uśmiech. odwzajemnił go, wtedy w myślach dopisałam sobie dalszy scenariusz, który trwa do dziś.
|
|
 |
|
tęsknię, nie potrafię sobie poradzić - mówiła mi przez łzy. nie żałuję żadnej chwili spędzonej z Nim, naszych wypadów za miasto, uciekania przed policją, jarania zielska. wiedziałam doskonale, że diluje. zdawałam sobie sprawę, że kiedyś wpadnie, że pójdzie siedzieć. traktował mnie jak księżniczkę, zabierał wszędzie gdzie chciałam. nieba mi przychylał. a ja jestem zwykłą dziewczyną, z biednej rodziny - ciągnęła - podobało mi się to. to moja wina, chciał dla mnie jak najlepiej. kocham go. - pokazuje listy - pisze do mnie codziennie, kontrolują naszą korespondencję. widziałam go kilka razy. -jesteście naprawdę dobraną parą - wyszeptałam i objęłam ją ramieniem - niedługo wyjdzie i będzie dobrze, obiecuję.
|
|
|
|