 |
|
Najbardziej lubiła siadać na schodku, i patrzeć przed siebie. Kiedy tak siedziała,ciepła herbata ogrzewała jej dłonie, a wiatr delikatnie muskał jej twarz myślała o tym, jak przecudownie by było, gdybyś był obok.
|
|
 |
|
I uśmiechnę się, byś znów poczuł się przegrany, byś
mógł uderzyć się w pierś i szepnąć pod nosem "za późno".
|
|
 |
|
'Jak zwykle siedziała na parapecie. Ale tym razem nie dlatego, żeby zobaczył ją On z domu na przeciwko. Tylko, żeby popatrzeć w niebo, po oddychać świeżym powietrzem. Miała gdzieś co On o niej myśli, miała gdzieś co inni onej myślą. Nareszcie zrozumiała, że zdanie innych się nie liczy.Nareszcie zrozumiała, że Go wcale nie potrzebuje.
|
|
 |
|
Siedziała na parapecie swojego pokoju i patrzyła w gwiaździste niebo, zaciągała się kolejnym papierosem, a łzy spływały jej po policzkach, upiła łyk wina i właśnie wtedy zrozumiała, że tak naprawdę nie ma nic..
|
|
 |
|
Byłam sama, gapiłam się ponad parapetem. Starałam się jak mogłam by o tobie nie myśleć, by nie myśleć o wszystkich rodzajach szczęścia, wszystkich rodzajach radości i naszym uroczym przebaczaniu sobie gdy miedzy nami była ogromna burza złości.
|
|
 |
|
Chciałam, żeby znowu był lipiec tego roku. Twoja bluzka tak cudownie pachniała, a Twoje usta były takie słodkie. Tego dnia czułam, że przez chwilę mam wszystko czego potrzebuję, czułam, że jestem cholernie szczęśliwa, mimo, że wiedziałam, że za chwilę Cię stracę. O ile można stracić kogoś, kogo nigdy się nie miało.
|
|
 |
|
nie lubię mdłych cukiereczków, słodkich mięsek z owocami
lukrowanych serduszek i czekoladopodobnych facetów
|
|
 |
|
Drzewa szepczą między sobą,
drwią z ludzkiej niestałości.
|
|
 |
|
nazywasz go szczęściem, chociaż to on przynosi Ci najwięcej bólu.
|
|
 |
|
chciałbyś być moim dziś?
moim jutrem?
moim zawsze?
|
|
 |
|
I po raz ostatni życzę Ci miłego dnia. Tygodnia. Miesiąca. Życia.
|
|
 |
|
zdaje mi się, że ten tragiczny , smutny , zaganiany świat, zatrzymuję się czasem by spełnić czyjeś marzenie
|
|
|
|