 |
|
siedzieliśmy na ławce niedaleko mojego domu, kiedy zacząłeś mówić o swoim bracie - ma czternaście lat i pisał dziewczynie, że ją kocha! - oburzyłeś się. skąd te nerwy - zapytałam - czyżbyś zazdrościł? zaśmiałeś się. - nie o to chodzi. on jej nie kocha, nie kocha się nikogo w tym wieku, przecież sam miałem tyle lat, po prostu nie cierpię tego, jak takie dzieciaki niszczą siłę tych słów, dla mnie "lubię Cię" znaczy bardzo wiele, a Ciebie.. Ciebie bardzo lubię. spojrzałam na Ciebie - zdefiniuj "lubić" - poprosiłam. pocałowałeś mnie.
|
|
 |
|
i zawsze, gdy ogarniała mnie fala smutku, ona mówiła - pamiętaj, że nawet kowbojkom z Vermont zdarza się złapać doła.
|
|
 |
|
Światła neonów coś majaczą do nas
|
|
 |
|
Hey barbie, Can i call you Barbara,
|
|
 |
|
nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
|
|
 |
|
twój poziom to poziom podłogi - To wysoko masz w domu te podłogi chłopcze!
|
|
 |
|
- obiecałeś. - wyszeptała pełna niepewności. - obietnice z ust, kogoś kto twierdzi, że Cię kocha, nie potrafiąc tego udowodnić, są nic nie warte, maleńka. - odpowiedział, całując ją czule w czoło.
|
|
 |
|
przychodzi moment, kiedy uzmysławiasz sobie, że pustka przeszywająca Twoje źrenice już nigdy nie będzie wypełniona odbiciem osoby od której zależny jest rytm bicia Twojego serca.
|
|
 |
|
stojąc przed nim cała roztrzęsiona, zaczęła drzeć ich wspólne fotografie, wymachując mu nimi przed oczyma. zalewała policzki, łzami czarnymi od maskary, zagryzając wargi do krwi.
|
|
 |
|
przychodzi taki dzień, kiedy nawet żelki haribo nie, są w stanie Cię uszczęśliwić. kiedy stając przed lustrem, potrafisz bez ogródek wykrzyczeć, że nienawidzisz samej siebie.
|
|
|
|