 |
|
Świecimy jasno, ale na pewno nie przykładem.
|
|
 |
|
Z rusałek, z elfów, z dobrych wróżek,
miejsc, gdzie spełniają się marzenia,
z zaczarowanych lunaparków,
z wielkich podróży, aż do Plejad,
z nocy pachnących tajemnicą,
z szaleństw, co zakwitają wiosną,
z jesiennych tęsknot, z głupich wzruszeń
Nie pozwól, Boże, mi wyrosnąć
|
|
 |
|
wypij kawę, pomaluj paznokcie na czerwono, uczesz włosy. załóż czarne koronki, zrób makijaż. nie daj się, nie idź na łatwiznę. wyjdź, zamknij drzwi na klucz. świat za uszy dziś złap.
|
|
 |
|
trzeba nie mieć niczego, żeby odkryć ile się ma.
|
|
 |
|
Już lepiej. Czasem tylko przypomina mi się Twój uśmiech, ale oj tam...
|
|
 |
|
Moje myśli przekraczają wyobraźnie a mój umysł gubi się w rzeczywistości ...
|
|
 |
|
I nadal czuję tą pieprzoną tęsknotę za kimś, kogo pragnę ponad wszystko na świecie.
|
|
 |
|
Bo nie poznaliśmy się po to, by o sobie zapominać .
|
|
 |
|
jeżeli nigdy nie spróbujesz czekolady, w życiu nie najdzie Cię na nią ochota. jeżeli nigdy nie będziesz dla niego ważna, Twoje serce nie zdechnie jak mucha na parapecie, kiedy nagle przestaniesz być.
|
|
 |
|
nie miało dla mnie znaczenia to, że nadal miałam na sobie piżamę, ani to, że mój rozmazany makijaż nadawał mi wygląd klauna. szłam przed siebie. do windy, gdzie na jednym z pięter wsiadł sąsiad z przerażeniem spojrzawszy na mnie, miałam wrażenie że dzwoni na pogotowie psychiatryczne, kiedy niechybnie obrócił się i zaczął stukać w klawiaturę telefonu zakrywając cały aparat. wysiadłam. lało jak z cebra, ale co to dla mnie. szłam, nie widząc niczego przed sobą, z trudnością otwierałam oczy zważając na litry wlewającego się deszczu w moje oczy. światła, to to. stanęłam, ale każde z aut nieudolnie mnie wymijało trąbiąc jak na frustratkę, którą rzeczywiście mnie sprawiłeś. więc położyłam się. jak zawsze, wtedy kiedy wbijałeś mi w serce kolejną szpilkę a ja chowałam się pod łożkiem zanosząc płaczem. tym razem wbileś mi nóż. tym razem położyłam się na ulicy. tym razem, nawet nie zdążyłam zapłakać.
|
|
|
|