 |
|
może czujesz to co ja i za czymś tęsknisz.
|
|
 |
|
desperacko tworzyliśmy tą układankę trzęsącymi się dłońmi. tak jakby wszystkie słowa tego utworu miały zaważyć na naszym życiu. sklejaliśmy wspólną przyszłość, nie sądząc nawet, że pojawi się wirus, który to zniszczy, a nas rozdzieli na dwa różne elementy.
|
|
 |
|
' przepraszam ' - usłyszałam, po odebraniu telefonu, który dzwonił już chyba milion razy od czasu wyprowadzki. ' przepraszam? przepraszam możesz wsadzić sobie teraz w dup.. nie, w kieliszek' - krzyknęłam zdenerwowana. ' to nie ja, to złe towarzystwo' - tłumaczył się. ' oho. no tak, przecież to oni wlewali Ci wódkę do mordy. znam ich, są spoko, więc nie zwalaj na nich winy' - nadal krzyczałam. 'wybaczysz mi?'- zapytał, niepewnie. ' Ty się nigdy nie zmienisz. wiecznie będzie: przepraszam,wybaczysz mi..' - powiedziałam. 'i wiecznie będę Cię kochał'-mówił dalej. zamilkłam,biorąc co chwila głęboki oddech. 'potrzebuję przerwy,dużej przerwy, a może nawet całkowitej wolności,nie wiem'-odpowiedziałam. 'beze mnie?' - smutno zapytał. 'najprawdopodbniej tak'- powiedziałam,rozłączając się i zastanawiając czy aby na pewno dobrze robię. || kissmyshoes
|
|
 |
|
zadzwoniłaś, o dziwo zamiast telefonem, dzwonkiem do drzwi. otworzyłam. stałaś ze łzami w oczach. 'wiem o wszystkim' - wydukałaś. patrzyłam ze skrzywieniem na twarzy, w ręku trzymając drinka. 'pijesz? nie rób tego' - poprosiłaś. 'chcesz czegoś?' - obojętnie zapytałam. 'chcę Ci pomóc' - powiedziałaś. 'pomóc? jak Ty mi możesz pomóc? pomogłaś mi już kiedyś, zostawiając mnie samą. nara' - powiedziałam, zamykając Ci przed nosem drzwi. nienawidzę Cię mamo. i to, że się z Nim rozstałam nie zmieni Naszych relacji, nigdy. bo nawet po rozstaniu czuję większą miłość, która mnie otacza od Niego, niż od Ciebie przez całe życie. || kissmyshoes
|
|
 |
|
wyszłam do sklepu, po coś do jedzenia, bo przyjaciółka jak zwykle nic nie miała w domu. szłam, rozglądając się po osiedlu, z lekkim uśmiechem na ustach. nagle usłyszałam po drugiej stronie ulicy krzyk. ' nie wierzę, kurwa nie wierzę!!! '. obróciłam się i z przerażeniem w oczach patrzyłam na kumpla ze szkoły, który biegnie wprost na mnie. nie zdążyłam zareagować, a On już ściskał mnie z całych sił. 'kurwa maaaaać, moja sunia tutaj! ' - krzyczał, a ludzie dziwnie się na Nas patrzyli. nie mogłam opanować śmiechu, ani wydusić z siebie słowa. 'odzyskałem wiare w to osiedle. wróciłaś, pizdo!' - powiedział, całując mnie w czoło. uśmiechałam się nic nie mówiąc. patrzyłam na Jego szczery uśmiech na twarzy, a sama w głebi serca uśmiechałam się na to, że są jednak jeszcze tacy ludzie, których mój powrót cieszy. || kissmyshoes
|
|
 |
|
siadam na ławce, i zaciągam się powietrzem cudownego wieczoru. w oddali słychać krzyki dzieci, i śmiech gości grających w kosza. zamykam oczy i czuję zapach dzieciństwa, zapach każdego melanżu i każdej boruty, każdego uśmiechu i dnia spędzonego z przyjaciółmi. otiweram oczy, z uśmiechem rozglądając się po blokach. słyszę muzykę, mocny bas, który towarzyszył Nam od wielu lat. patrzę w okno z którego słychać dobry rap, i widzę wychylającą się, uśmiechniętą mordkę kumpla. nagle muzyka cichnie, a ja wiem co zaraz usłyszę. 'schodzę do Ciebie, i idziemy na piwo' - krzyczy, a ja uśmiecham się sama do siebie. kocham to osiedle, i tu zostanę do końca życia - nie wyjadę już nigdy, bo nawet miłość nie jest warta opuszczenia miejsca w którym się wychowałam, i w którym na każdym kroku mam powód do szczerego uśmiechu. || kissmyshoes
|
|
 |
|
czekam na spotkanie z Michałem - tak, tym samym przez którego wtedy zwątpiłam w Nas. chcę w końcu zobaczyć uśmiech, który tak wiele dla mnie znaczy. chcę usłyszeć głos, za którym tęskniłam, a o który Ty zawsze byłeś zazdrosny. czekam, aż wróci - i w końcu powie mi:' siema, chodź na fajkę' , ciągnąc mnie za sobą, jak na pierwszym Naszym spotkaniu. || kissmyshoes
|
|
 |
|
a ustawiając opis: "jedna odeszła i to wers dla tej pani, bo zrobiła z mego serca kurwa kulkę ze stali" nie osiągniesz nic, absolutnie. || kissmyshoes
|
|
 |
|
życie? przyzwyczaj się, bo będzie w chuj upadków, podczas których zaryjesz twarzą o glebę. ale pamiętaj - z czasem musisz mieć siłę by podnieść się, i sprawić by na tej poobdzieranej od upadków twarzy pojawił się uśmiech. || kissmyshoes
|
|
 |
|
nie zmieni mojej decyzji fakt, że dzwonisz. nie powiem 'wybaczam' tylko dlatego, że siedzisz na osiedlu od kilku dobrych godzin, błagając o spotkanie. nie wysłucham Cię tylko dlatego, że krzyczysz i jest Ci źle. skończyło się moje dobre serce - też mam granice, których nie powinieneś przekraczać. || kissmyshoes
|
|
 |
|
i może faktycznie jeszcze do niedawna podnosiłam się z gleby, i to o sporo metrów w górę - ale przecież każdy ma jakieś granice wytrzymałości. także ten - teraz sobie pospadam troszeczkę. || kissmyshoes
|
|
|
|