  |
|
` od pewnego czasu nie dawałam sobie już rady. Byłam po kolejnej kłótni z nim, sama w domu z żyletką znajdującą się w szufladzie. Ruszyłam w stronę łazienki. Po sekundzie zastanowienia chwyciłam ją w dłoń, a kolejne kilka sekund wystarczyło aby krew spłynęła po beżowych płytkach koło umywalki. Świat stanął mi przed oczami, ale nie było w nim jego. Miałam wrażenie, że koszmar się kończy i już nic mnie nie obchodziło. Upadłam na podłogę, obudziłam się w szpitalnej sali. Jego tam nie było. Dziś patrząc na moją lewą rękę złoszczę się na siebie, że ślad po Tobie nie pozostał mi tylko w sercu. / abstractiions.
|
|
  |
|
` kiedyś? Kiedyś byłeś moim światem. Byłam zazdrosna o laski które się na Ciebie śliniły i wiedziałam, że mają ochotę mnie zabić za to że jesteś mój. Ciągle złościłam się jak rozmawiałeś z kumplami bo każdą sekundę chciałam spędzić na rozmowie z Tobą. Było mi bardzo ciężko ze świadomością, że powoli odsuwasz się ode mnie. Coraz więcej bólu wnikało we mnie. Coraz częściej myślałam o tym by odejść. Nie potrafiłam. Pewnego dnia wszystko runęło. Zniknęło zaufanie, zaczęło się ćpanie i znikające pieniądze z mojego portfela. Stałeś się moim największym koszmarem, który pozostawił ogromny ślad w mojej psychice. / abstractiions.
|
|
  |
|
` zabij mnie - za miłość do Ciebie. Albo nie. Przecież Ty zabijasz mnie codziennie, obecnością. / abstractiions.
|
|
  |
|
Przepraszam. Przepraszam za to, że was tak opuściłam. Moje życie? Tak jak nawija Chada - przypomina dramat. Powracam. Nie daję rady bez moblo. / abstractiions.
|
|
 |
|
już sobie wyobrażam jutrzejsze zawody po ponad 24 nieprzespanych godzinach.
|
|
 |
|
jeden z dni załamania się dobrej pogody. kropelki deszczu na jego rękach, które pokrywał jedynie krótki rękawek koszulki u góry. desperacja. gęsia skórka, szarość na około i niewiele słów. zwykłe 'zdradziłem', 'przepraszam', 'nigdy więcej', 'wybacz' i wrażenie, że klimat tego majowego dnia potęguje kłębek bólu zwinięty w moim sercu.
|
|
 |
|
nie ma innej, porównywanej osoby do przyjaciela. przyjaciel to przyjaciel - nie kumpel, rodzic, znajomy z wakacji, ktokolwiek inny. wyłącznie przyjacielowi, kiedy będzie siedział na pogotowiu z grypą żołądkową zapewniając przez telefon, że tylko zdobędzie receptę i wraca, odpowiadasz: "popierdoliło Cię, dziwko, zostajesz w tym szpitalu, chcę przywieść Ci rosół". to osoba pod której nieobecność wysyłasz masę wiadomości a propos tego jak zajebiście jest bez niej, co jest dobrym dowodem na to, iż brakuje ci jej bez przerwy.
|
|
 |
|
potem nie chcesz już, żeby to było takie jak opisywali w książkach. nie chcesz, żeby ktoś znał już te emocje, bo zapoznał się z lekturą. chcesz indywidualności i przeżywania tego w sposób, jakby takie uczucie jeszcze nie istniało. nie potrzebujesz uśmiechów ludzi na Twoje rumieńce na polikach, a jedynie Jego ramion i jelonków skaczących po wątrobie.
|
|
 |
|
jedynym lekiem jaki zaczęliśmy uznawać na grypę, ból brzucha czy miłość, była wódka.
|
|
 |
|
zakocham się na nowo, żeby zapomnieć. wypchnę Cię z serca innym.
|
|
 |
|
gdzieś z Pezetem w głośnikach wracają tamte obrazy. wers o wypełnianiu czasu - a mi przed oczami stają noce z upijaniem się do nieprzytomności, które było jedynym lekarstwem na rzeczywistość. papieros wypalany w niezakłóconym niczym milczeniu. 'mogłoby być dobrze...' i gorycz - dlaczego my nie mogliśmy odnaleźć na to sposobu?
|
|
 |
|
nie wiem nawet jak mam zareagować, jeśli chodzi o los tej dziewczyny. pogubiłam się, gdy sądząc, że pakuje się w konkretne bagno, uśmiechała się do mnie z triumfem w oczach, jakby podkreślając fakt, że znów go zdobyła - po stracie, która była podobno moją winą. chciała, żebym ja przeżywała katorgi, a mnie było stać wyłącznie na litość i ulgę, że jej ramiona, nie moje, oplata frajer, w tak zaawansowanym stadium tejże cechy.
|
|
|
|