 |
|
rzygam, ale sama już nie wiem czym.
|
|
 |
|
Jej bliskość była jak mieszanie wódki z kokainą, powodowała szybsze bicie serca.
|
|
 |
|
najbardziej chciała Jego bliskości.
|
|
 |
|
nie będzie cudownie. będę się wiercić, a po godzinie zabiorę Ci całą kołdrę. rano obudzisz się z kilkoma siniakami wyprodukowanymi przez mój łokieć. mimo to, proszę, wytrzymaj. złap mnie za biodro, kiedy wczuję się na tyle w sen, że omal co nie spadnę z łóżka. gdy pochłoną mnie koszmary, obudź mnie. przytul i zetrzyj pierwsze łzy z twarzy, całując w czoło i zapewniając, iż wszystko gra, wszystko jest w porządku, że jesteś.
|
|
 |
|
wymieniając swoje wady, podawał uzależnienia. wszystkie zgony na imprezach wsadził do jednego worka, który, zaczepiony na ramieniu, miał być jego walizką w podróży do piekła. przy jego pokorze, czułam się tylko jak przeklęta wręcz grzesznica, która wcale nie żałowała swoich przewinięć, a na liście słabości wpisywała wyłącznie jego imię. taszcz tu jego osiemdziesiąt i trochę kilo do samego piekła-przerzucam się na fajki.
|
|
 |
|
oczy przemawiające światopoglądem różnym od mojego, ... zawierające cały mój świat.
|
|
 |
|
jednym słowem? pustka. dokładniej? pustka - coś, co usilnie staram się zdefiniować i czego próba za każdym razem wgniata moje serce w mostek. zaprosiłam ją. za dużą ilością czasu wysłałam jej krótkie zaproszenie w delikatnej kopercie, pachnącej jego perfumami, jakby uwydatniając to, czego tak cholernie mi tego wieczoru brakuje.
|
|
 |
|
CIESZYCIE SIĘ JAK MY PŁACZEMY? JAK CIERPIMY I BEZ GRANICZNIE UFAMY? JESTEŚCIE JEBANYMI CHUJAMI A NIE LUDŹMI POTRAFICIE ZARYWAĆ DO 2 NA RAZ A PÓŹNIEJ MÓWIĆ ŻE WRÓCICIE ŻE KOCHACIE A TO GÓWNO PRAWDA KURWA IDŹCIE SPIERDALAJCIE JESTEŚCIE CHUJAMI A NIE FACETAMI.! A WY KURWA JEBANE SZMATY KTÓRE ZABIERACIE NAM CHŁOPAKÓW WYPIERDALAJCIE BO DZIWKAMI JESTEŚCIE I TYLE NIENAWIDZĘ WAS SKURWIELE AMEN . / Fejs . P.J. & N.C.
|
|
 |
|
Moblowicz Mistrz nad Mistrzami. ♥
|
|
 |
|
Potrzebuję przyjaciela, kogoś kto mnie ogarnie, na kogo będę mogła liczyć.
|
|
 |
|
Spakowała rzeczy i mówiąc mamie tylko zwykłe pożegnanie, wyszła. Na przystanku wsiadła w autobus jadący na dworzec. Tam spotkała Jego, niskiego, szatyna, który już czekał na nią. Uśmiechnęła się sztucznie i podała mu pieniądze, On jej zaś towar. Kiwnęła dziękując głową. Musiała sobie zapalić i coś wciągnąć, potrzebowała oderwania od rzeczywistości. Ale tym razem to był jej ostatni raz, organizm z wycieczenia nie wytrzymał.
|
|
 |
|
Lubił Ją z przyzwyczajenia, kochała Go z miłości.
|
|
|
|