nie mam pojęcia jak reagować na jego obecność. zazwyczaj dużo się uśmiecham, nawet kiedy nie mam na to ochoty. to jest wewnątrz mnie, ta ochota pokazania mu, że przecież nie jest moim życiem, podczas gdy w środku już jestem martwa.
kiedy człowiek idzie przez miasto i nie zdaje sobie sprawy, że właśnie nadjeżdżające auto wjechało w kałuże, ochlapując Go, nie chce nawet by zwykły, nic nie znaczący w chwili obecnej świat interweniował w jego rozterki psychiczne.