 |
|
Nawet wtedy, gdy emocje wezmą górę po raz setny,
Słowa jak żyletki znów rozetną temat przeszły.
Znasz to do perfekcji teraz ranią wszystkie gesty,
Chcę być Twoim opatrunkiem nawet najgłębszych ran ciętych.
|
|
 |
|
Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
Znów podążam krzykiem serca rozum ma odcięty rdzeń
Daj miłością ukojenie zdejmij stresu cierń
Dla Ciebie w każdej chwili, tam gdzie chcesz zanieś mnie.
|
|
 |
|
Dziś mamy tylko siebie, znowu czas ucieka prędzej
Jestem więcej niż pewien odnalazłem swoje miejsce. :*
|
|
 |
|
Kiedyś myślałam, ze jestem silna, że potrafię być obojętna i traktować innych tak jak oni traktują mnie. Nie myślałam, że jeden człowiek, kilka wspólnych chwil mogą mnie złamać, rozjebać na malutkie kawałeczki, które zaraz po złożeniu znów gubię. Nie pokazuję jak bardzo zmienił mnie czas, ludzie, sekundy, minuty. Najlepsze jest to, że staram się być oparciem dla innych a sama nie radzę sobie z własnym życiem. Gubię się, zapadam w cholerny mrok w którym istnieją tylko ślepe uliczki bez możliwości ucieczki. Ale gdzieś tam w mojej własnej podświadomości i w mięśniu nazywanym sercem, istnieje drobna iskierka nadziei, nadziei na lepsze jutro.
|
|
 |
|
- Wiesz, że tak musiało się potoczyć, że to jedyne logiczne wyjście z tej sytuacji. Jednak w żaden sposób nie możesz się z tym pogodzić. Każdej nocy analizujesz wszystkie zdarzenia. Przewijasz je w głowie niczym stary film, klatka po klatce zapisując na kartce swoje błędy. Gdy kończysz nastaje świt. Na nie zapisaną i mokrą od łez kartkę padają pierwsze promienie słońca. To nie Twoja wina, ale nadal czujesz, że mogłaś zrobić więcej niż zrobiłaś.
|
|
 |
|
najczęściej poruszają nas słowa, które ktoś powiedział niechcący, mimochodem. Nie o tym myślał, nie o to mu chodziło, a to trafiło.
|
|
 |
|
Ty ze smutnymi oczami Nie zniechęcaj się Chociaż zdaję sobie sprawę, że Trudno jest zdobyć odwagę W świecie pełnym ludzi Możesz stracić tę wizję (to spojrzenie, punkt widzenia) A przez tę ciemność w sobie czujesz się taka mała Ale ja widzę twoje prawdziwe kolory które przez ciebie prześwitują Widzę twoje prawdziwe kolory, i to dlatego cię kocham Więc nie bój się ich pokazać
|
|
 |
|
Patrzę jak oddychasz, nie mogę spać dotykam twoich włosów, całuję twoja skórę mam nadzieję że poranne słońce nie obudzi cię zbyt wcześnie.
|
|
 |
|
W jej truskawkowych oczach
Przy okazji uznawała Cię za ważnego
jest wrażliwa na twoje aksamitne kłamstwa
Jeśli jednak musisz ją położyć
Blask karmelowy może być jej szlafrokiem
I bardzo proszę nie manipuluj nią kiedy (kiedy) wyjeżdżasz z miasta
Chociaż nie ma niczego, co mogę powiedzieć
By oszukać cię i twą naturę swoją drogą
|
|
 |
|
Cofnij dla mnie czas, może mogę zapomnieć
Skręć w inny zakątek a możemy nigdy się nie spotkać
Obchodziłoby cię to?
Nie rozumiem tego, dla ciebie to wietrzyk
Małymi kroczkami zniżasz mnie na kolana
Nie obchodzi cię to? Nie, nigdy się nie zbliżyłem przez wszystkie te lata
Jesteś jedyna, by zatrzymać me łzy
Tak się boję tej miłości
I jeśli wszystko o co chodzi, to obawa o bycie wykorzystanym
Powinienem zawrócić by być samotnym i skonsternowanym
Jeśli bym mógł, przysięgam
|
|
 |
|
Nie tłumacz swoich nie powodzeń tym, że jesteś tylko człowiekiem.
|
|
 |
|
Obojętnośc to paraliż duszy, to przedwczesna śmierć
|
|
|
|