 |
|
To smutne, zabiła ich ulica i miłość
I przez to nic już nie będzie jak było
|
|
 |
|
Miał błękitne oczy i nikt go nie kochał
oprócz niego i zniknął wraz z iskrą w oczach.
|
|
 |
|
Z twarzy zniknął uśmiech, spotkałem go,
powiedział ”nie chcę żyć, idź po wódkę”
|
|
 |
|
Brak szkoły i pracy i kłótnie, bezsenność
I poszło się jebać im całe ich piękno
|
|
 |
|
Coś pękło, kiedy przyszła codzienność,
i wiesz co? zaczęli żyć na odpierdol
|
|
 |
|
Wpadał z nią, pił, znał umiar,
ona miała czuć się dobrze, on miał czuwać
|
|
 |
|
Mówił że by za nią umarł,
kurwa nigdy nie widziałem, żeby ktoś się tak rozumiał
|
|
 |
|
Mówił „co będzie to będzie”,
i robił sobie wrogów, gdy walczył o miejsce
|
|
 |
|
Miał plany i szczęście i ego tak wielkie,
że przyznać się do porażki byłoby przekleństwem
|
|
 |
|
Nie zapomnę Ciebie, nie zapomnę.
|
|
 |
|
I jeżeli miłość to ból, to wiemy coś o miłości.
|
|
 |
|
Wzmacnia co nie zabiło, a co odeszło pierdolę.
|
|
|
|