 |
|
coś pękło, kiedy przyszła codzienność i wiesz co? zaczęli żyć na odpierdol.
|
|
 |
|
i chuj, już się nie martwię, nie obchodzi mnie jak mnie nazwiesz.
|
|
 |
|
już nie rośnie tętno i wszystko mi jedno, Ty to tylko przeszłość.
|
|
 |
|
nie ma nas, trochę ciężko uwierzyć
|
|
 |
|
na sercu kamień, z ust cisza i znów się nie znamy, i mijamy wśród pytań. myślisz, że będzie spoko? wątpię.
|
|
 |
|
wiesz, tak przy okazji - kurwa, dziś zostawisz mnie po raz ostatni.
|
|
 |
|
więc pij za wolność i wyjście na prostą, osobno, bo razem nam się zjebał światopogląd.
|
|
 |
|
Bo nie ma we mnie nic interesującego, nic co mogłoby Cię zaskoczyć, nie ma we mnie niczego co mogłoby powalić Cię na kolana, niczego co dałoby Ci powód do powiedzenia sobie: "kur** jak ja kocham tą dziewczynę".
|
|
 |
|
Możesz śmiało zgrywać sukinsyna, ale wstyd wyżera ci kolor oczu, a niespokojne sumienie emanuje z ciebie poczuciem winy.
|
|
 |
|
bo nie jeden tylko czyha na moje potknięcie, jak cie dziwko złapię to ci wyprawię przyjęcie!
|
|
 |
|
życie to technika, tak dla mnie i dla ciebie.
|
|
 |
|
i mówię: omijaj biały proszek i inne gówna! osraj suke co się z każdym rucha, taką to nie sztuka.
|
|
|
|