 |
|
wciąż dźwigasz mnie, a ze mną cały syf, wszystkie te dni, kiedy nie mogłoby już być gorzej
|
|
 |
|
ideały się stały jakieś niewyraźne, wiem, to straszne, bo kiedyś były moje, własne i tracę je, tak samo jak tracę Ciebie i sens, znów krzyczy mi o tym w pysk, kolejny pusty w myśli dzień, już nie wiem sam czy tego chcę, nie wiem co wokół dzieje się
|
|
 |
|
niech spłonie wszystko obok, świat poza mną i Tobą, tylko Ty możesz mówić "stop", inni nie mogą
|
|
 |
|
weź stąd nas gdzieś, weź, póki znów nie zacznę chcieć biec w to bardziej, na ślepo, bo nie patrzę gdzie
|
|
 |
|
daj mi tylko moment by zrobić ten krok wstecz i wiesz... potem weź co chcesz
|
|
 |
|
kiedy pytałam 'co my robimy?' on szeptał do ucha 'pierdol poczucie winy' ...
|
|
 |
|
oglądam stare zdjęcia i to rodzi uśmiech straszny
|
|
 |
|
chociaż daleko jestem, to daję słowo, myślami, pamiętaj, ZAWSZE gdzieś obok
|
|
 |
|
przysłania cały twój świat kiedy wypina dupę, jej ulubiona pozycja nie na psa a na suke
|
|
 |
|
iść za tym co większość? pierdole przeciętność
|
|
 |
|
to jakiś słaby żart, ten ich fatalizm, wróżą mi przyszłość z kart jakby ją znali.
|
|
 |
|
to codzienny schemat. kiedy mówię o uczuciach, mówię, że ich nie ma..
|
|
|
|